Reklama

Pół miliarda złotych zaległości

Co najmniej 370 mln zł wyniosły ubiegłoroczne zaległości dużych firm wobec ich pracowników - wynika z danych Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. To aż trzy czwarte wszystkich należności pracowniczych spłacanych przez FGŚP. Przedstawiciele funduszu i pracodawców uważają jednak, że tak źle w tym roku już nie powinno być.

Publikacja: 15.01.2003 08:31

Kwota, jaką FGŚP wypłacił z tytułu zaległych pensji i innych zobowiązań wobec pracowników, sięgnie w całym roku ok. 500 mln zł. Fundusz nie dysponuje jeszcze pełnymi danymi. Na koniec listopada ub.r. było to 486,5 mln zł.

- Wystarczy jeden przypadek, taki jak Stoczni Szczecińskiej, żeby spowodować duże zaległości. Małych firm upada znacznie więcej, ale nawet kilkaset takich bankructw nie kosztuje aż tyle - mówi Waldemar Kruk, wicedyrektor biura funduszu. Pensje niewypłacone przez najmniejsze przedsiębiorstwa kosztowały FGŚP ok. 21,5 mln zł.

Według Jeremiego Mordasewicza, eksperta Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, długi dużych przedsiębiorstw to m.in. efekt złej kondycji całego sektora publicznych firm. - To mogłoby się pokrywać z sygnałami z banków, które twierdzą, że małe prywatne firmy są bardziej sumiennymi płatnikami wszelkich zobowiązań, niż ich duzi konkurenci - mówi J. Mordasewicz.

Zdaniem Waldemara Kruka, największym problemem mogą być restrukturyzowane sektory, czyli hutnictwo i górnictwo. - To bomba z opóźnionym zapłonem, która w końcu wybuchnie - mówi wicedyrektor funduszu. Już teraz kopalnie i huty stwarzają problemy. Są zadłużone w funduszu na ok. 100 mln zł. To pieniądze, które FGŚP wypłacił firmom z powodu ich "przejściowych" problemów z płynnością. Od ub.r. środki mogą trafiać tylko do pracowników bankrutów.

- W listopadzie należności zostały rozłożone na raty. Ustaliliśmy, że jeśli któraś z firm nie zapłaci trzech rat z rzędu, wówczas będziemy kierować sprawę do sądu - mówi wicedyrektor Kruk. Przyznaje jednak, że takich przypadków jak Stocznia Szczecińska w tym roku raczej nie będzie.

Reklama
Reklama

Podobnego zdania jest Jeremi Mordasewicz. - Nikt nie pozwoli upaść PKP ani kopalniom. Nie należy się spodziewać znacznego zwiększenia obciążeń. Jednak ryzyko przeczekiwania złej kondycji finansowej jest bardzo duże. Gdy zaczną narastać zaległości wobec pracowników, może okazać się, że jest za późno - ocenia ekspert PKPP. Dodaje, że duże przedsiębiorstwa, często ze względów politycznych, odkładają decyzję o składaniu wniosków o upadłość. - To nawet zrozumiałe, bo takie bankructwo może mieć poważne skutki np. dla lokalnego rynku pracy - mówi J. Mordasewicz.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama