Reklama

Pięść do nosa

Publikacja: 15.01.2003 09:15

Wróciliśmy do centralnego planowania. Przyczyną nie jest nostalgia za PRL-em (tej zresztą nie brakuje), lecz wymogi Unii Europejskiej. Nasz Narodowy Plan Rozwoju 2004-2006 jest punktem wyjścia dla unijnego dokumentu planistycznego, określającego poziom zasilenia z funduszy strukturalnych i Funduszu Spójności. Jest to zatem planowanie pod integrację i pod pieniądze. Niemniej - jako wydłużenie perspektywy - rzuca światło na nasze priorytety w pierwszych latach członkostwa w Unii Europejskiej. Niechcący demaskuje sprzeczność pomiędzy potrzebą modernizacji kraju, wynikającą z poczucia zapóźnienia, a obecnym kierunkiem polityki społeczno-gospodarczej w Polsce. Jakie najważniejsze czynniki rozwojowe kraju wskazuje Narodowy Plan Rozwoju? Całkiem prawidłowo wymienia:

? edukację

? naukę i wydatki na badania i rozwój (R&D)

? społeczeństwo informacyjne

? inwestycje

Reklama
Reklama

W porządku! Przy takich założeniach jesteśmy w XXI wieku. Jak to ma się do polskiej rzeczywistości? Niestety, jak pięść do nosa. Przecież zahamowano reformę edukacji, przez co dostęp młodzieży wiejskiej i uboższej do dobrego kształcenia staje się trudniejszy. Nakłady na naukę w proporcji do PKB maleją, nasz udział w europejskiej puli patentów przemysłowych jest marginalny. Najdroższe łącza internetowe i komputer w co piątej rodzinie sytuują nas na szarym końcu w Europie. Dynamika inwestycji malała w ostatnich latach. Słowem, Polska XXI wieku wygląda tak, jakby świadomie lekceważyła czynniki rozwojowe, wpisane do własnego planu rozwoju. Jeśli ktoś myśli, że może się to zmienić w pierwszych latach członkostwa w Unii, czyli w latach 2004-2006, to Narodowy Plan Rozwoju wyprowadza z błędu.

W momencie, kiedy diagnoza zamienia się w układ celów cząstkowych oraz programów operacyjnych, mających zasadnicze znaczenie dla pozyskiwania pieniędzy, zwycięża logika polityczna, a nie modernizacyjna. Plan zamienia się w choinkę z prezentami - dla każdego środowiska coś miłego. Trudno sobie wyobrazić inny efekt "uspołecznionej" procedury budowania planu, bo jest to właśnie okazja dla zgłaszania roszczeń przez poszczególne grupy interesu. W efekcie, Narodowy Plan Rozwoju zbliża się do polskich realiów, a oddala od wyjściowej analizy czynników rozwojowych, słabości i zagrożeń. Weźmy dla przykładu rolnictwo. Narodowym celem powinno być przezwyciężenie wiejskiego skansenu. Wyrównanie szans edukacyjnych powinno być podstawowym obowiązkiem państwa, zważywszy że udział dzieci chłopskich i robotniczych na studiach wyższych spadł poniżej 5%. Zastanawiają nawyki konsumpcyjne, skoro samochód można znaleźć w 75% rodzin rolniczych, magnetowid w połowie, a komputer osobisty w 9% rodzin! Ale wszystko - od wynegocjowanych dopłat do hektara po ustawy zamrażające obrót ziemią - zwiastuje utrwalenie status quo.

Oto paradoks: Narodowy Plan Rozwoju zapowiada utrwalenie polskich enklaw niedorozwoju, pomimo że zbudowany jest na rozsądnej diagnozie naszych braków i zagrożeń...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama