Komisja Finansów Publicznych rozpoczęła wczoraj rozpatrywanie sprawozdania podkomisji na temat pakietu ustaw ubezpieczeniowych. Podczas dyskusji najwięcej kontrowersji wśród posłów wzbudził przepis, mówiący o tym, że aby otrzymać odszkodowanie z tytułu ubezpieczenia komunikacyjnego po wypadku, trzeba będzie przedstawić fakturę VAT, dokumentującą wykonanie naprawy. W przeciwnym razie od otrzymanego odszkodowania trzeba będzie zapłacić podatek dochodowy. Przypomnijmy, że podkomisja nadzwyczajna nie podjęła decyzji, czy sporny artykuł utrzymać, czy go odrzucić.

Do przyjęcia opisanej regulacji w imieniu rządu namawiała wiceminister finansów Halina Wasilewska-Trenkner. - Wprowadzenie tego przepisu przyczyni się do ograniczenia dochodów szarej strefy, która nie płaci podatków, a tym samym zwiększą się dochody budżetu. Poza tym zarejestrowane warsztaty naprawcze wykonują usługi na wysokim poziomie. Dzięki temu pojazdy tam naprawiane są bezpieczne - mówiła wiceminister finansów. Wtórował jej Tadeusz Pawlaczyk z Polskiej Izby Motoryzacyjnej. - Klient otrzymujący odszkodowanie z zakładu ubezpieczeniowego na podstawie przygotowanego przez ten zakład kosztorysu otrzymuje świadczenie zaniżone, gdyż nie zawiera ono podatku VAT. Wobec tego, aby zmieścić się w otrzymanej sumie, szuka tańszych części - zwykle kradzionych - i tańszego warsztatu - działającego przeważnie w szarej strefie. To przyczynia się przede wszystkim do rozwoju rynku kradzionych części i powiększa dziurę budżetową, bo szara strefa nie płaci podatków - powiedział T. Pawlaczyk.

Jednak z argumentami tymi nie zgadzają się przedstawiciele rynku ubezpieczeniowego. - O tym, czy samochód jest dobrze naprawiony, czy nie, powinien decydować przegląd techniczny, a nie faktura VAT. Natomiast do walki z szarą strefą mogą służyć zupełnie inne instrumenty - powiedział Jerzy Wysocki, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. Jego zdaniem, utrzymanie tego przepisu skutkowałoby wzrostem wysokości składki ubezpieczeniowej. O ile, nie wiadomo, może nawet o kilkadziesiąt procent. Powód to wysokie ceny, jakie stosują autoryzowane zakłady naprawcze. - Ponadto artykuł ten ogranicza wolność wyboru obywatela. Jeżeli ktoś potrafi jakąś drobną stłuczkę naprawić samodzielnie, to dlaczego mu tego zabraniać. Gdybyśmy artykuł ten odnosili do innych ubezpieczeń, np. nieruchomości, oznaczałoby to, że po zalaniu mieszkania nie byłoby można samemu pomalować, tylko trzeba by do tego wynająć firmę remontową - mówił prezes PIU. Jerzy Wysocki zapowiedział, że jeżeli artykuł ten znajdzie się w ustawie, PIU całą ustawę zaskarży do Trybunału Konstytucyjnego.

Ostatecznie komisja przyjęła kontrowersyjny przepis. Jednak wiceminister finansów zadeklarowała, że złoży wniosek o niezależną ekspertyzę, mającą wyjaśnić, czy artykuł ten jest zgodny z konstytucją. - Jeżeli wykaże ona niezbicie, że jest niezgodny, będziemy wnioskować o jego odrzucenie w drugim czytaniu - powiedziała H. Wasilewska--Trenkner.