Na międzynarodowym rynku naftowym pojawił się w środę nowy czynnik sprzyjający zwyżce notowań. Sztormowa pogoda na Morzu Północnym przerwała załadunek na tankowce ropy wydobywanej ze złóż norweskiej firmy Statoil. Tymczasem nie widać końca strajku w Wenezueli, który od sześciu tygodni paraliżuje eksport tego surowca, zmniejszając zwłaszcza jego dostawy do USA. Dlatego uczestnicy rynku z niepokojem czekali na dane o stanie amerykańskich zapasów paliw płynnych. Zdaniem ekspertów, zapowiedziany przez OPEC wzrost wydobycia ropy nie będzie w stanie wyrównać strat spowodowanych przez kryzys polityczny w Wenezueli. Na domiar złego, w ostatnich dniach doszło do jego zaostrzenia. W wyniku zamieszek zginęła jedna osoba, a prezydent Hugo Chavez odmówił rozmów z przywódcami opozycji. W tej sytuacji, zabiegi mające na celu zażegnanie kryzysu, podjęła Organizacja Państw Amerykańskich. Na czwartek zapowiedziano też rozmowy między Hugo Chavezem a sekretarzem generalnym ONZ Kofi Annanem. Do wzrostu cen ropy do najwyższego poziomu od dwóch lat przyczynia się w dalszym ciągu napięcie na Bliskim Wschodzie. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w lutym płacono w środę po południu 31,03 USD, wobec 30,61 USD dzień wcześniej.
Wyższy kurs dolara pobudził spadek ceny złota. Uncja tego kruszcu kosztowała w Londynie 350,75 USD wobec 351,35 w końcu sesji wtorkowej. Tendencję zniżkową hamowało w pewnym stopniu napięcie związane z sytuacją w Iraku oraz Korei Północnej.
Notowania miedzi wykazywały nadal skłonność do wzrostu. Inwestorzy zignorowali bowiem niekorzystne dane dotyczące gospodarki USA, opublikowane we wtorek. Miedź w kontraktach trzymiesięcznych zdrożała wczoraj do 1679 USD za tonę, z 1667 USD dzień wcześniej.