Po dynamicznym wzroście z początku października 2002 roku amerykański indeks S&P500 od przeszło trzech miesięcy pozostaje w trendzie bocznym. Od góry, na wzrosty nie pozwala lokalny szczyt z grudnia ub.r (934 pkt.). Stanowi on niejako pierwszą barierę przed znacznie silniejszym oporem, tworzonym przez układ średnioterminowego dołka z października 2001 i szczytu z sierpnia ub.r. Natomiast przed spadkami chroni indeks wsparcie na poziomie 876 pkt.

W miarę jak wydłuża się okres tego ruchu bocznego, rośnie również presja na wybicie. Zwłaszcza że zgodnie z analizą techniczną, im dłuższy jest okres konsolidacji, tym silniejszy jest późniejszy ruch. Można więc domniemywać, że ewentualne wybicie będzie miało podobny przebieg do październikowego wzrostu, który poprzedza opisywaną konsolidację. Wówczas, w ciągu 8 sesji, S&P500 zyskał prawie 16%. Nie bez przyczyny podaję właśnie ten przykład. Coraz więcej bowiem elementów wskazuje, że indeks szerokiego rynku opuści dołem ten trend boczny i w najbliższym czasie ponownie przetestuje okolice 770-780 pkt.

Na realizację spadkowego scenariusza wskazują głównie pojawiające się na wskaźnikach negatywne dywergencje. Trzynastodniowy RSI w ciągu ostatnich 3 miesięcy już dwukrotnie nie potwierdzał szczytu indeksu. Pierwszy raz na przełomie listopada i grudnia efektem był spadek z 941 do 875 pkt. Drugi raz miał miejsce w ostatni wtorek (14 stycznia). Wówczas zwyżka do poziomu 932 pkt. również nie znalazła odzwierciedlenia w zachowaniu RSI. Konsekwencją tego powinien być spadek minimum do 900 pkt., gdzie aktualnie znajduje się linia trendu wzrostowego.

Zwyżka z 2 grudnia, czy też zryw byków w pierwszych dniach stycznia, wygąda na nieudaną próbę podniesienia rynku. Dlatego też oczekuję powolnego osuwania się indeksu aż do momentu przełamania wsparcia na 876 pkt. To powinno wyzwolić zdecydowaną podaż, a w konsekwencji doprowadzić do szybkiego spadku w rejon październikowego dołka (770 pkt.).