W pesymistycznych nastrojach rozpoczęli amerykańscy inwestorzy ostatnie sesje mijającego tygodnia. Od początku dnia kursy akcji na giełdach nowojorskich wyraźnie spadały. Nałożyło się na to kilka czynników - słabe prognozy spółek, pesymistyczne dane makroekonomiczne oraz rosnące prawdopodobieństwo wojny na Bliskim Wschodzie. Inwestorzy pozbywali się przede wszystkim walorów czołowych spółek high-tech - Microsoftu, IBM i Sun Microsystems. Wprawdzie w czwartek już po zakończeniu sesji opublikowały one wyniki kwartalne zgodne z oczekiwaniami, jednak jednocześnie przedstawiły nie najlepsze prognozy na bieżący rok. Natomiast w piątek przed sesją rezultaty podał największy światowy konglomerat - General Electric. Na wieść o spadku zysku o 21%, jego akcje również zniżkowały. Negatywnym impulsem dla rynków była też publikacja indeksu zaufania konsumentów tworzonego przez Uniwersytet Michigan, który - według wstępnych danych - w styczniu spadł do 83,7 pkt., wobec 86,7 pkt. w grudniu ub.r. W tych warunkach do godz. 18.00 indeks Dow Jones obniżył się o 1,20%, a Nasdaq Composite stracił 2,64%.

Negatywne wieści zza Atlantyku przyczyniły się w największym stopniu do spadków na czołowych giełdach zachodnioeuropejskich. Londyński wskaźnik FT-SE 100 stracił 1,58%. Inwestorzy na Wyspach pozbywali się przede wszystkim walorów operatorów sieci telefonii komórkowych - Vodafone i MMO2. Na giełdzie paryskiej, gdzie wskaźnik CAC-40 stracił 2,73%, sprzedawano przede wszystkim papiery spółek high-tech, na czele z Cap Gemini. W defensywie znalazła się też grupa bankowa Dexia, której amerykański klient AmeriCredit otrzymał negatywny rating. Także na rynku frankfurckim taniały przede wszystkim papiery firm z branży nowoczesnych technologii, takich jak SAP czy Siemens. Dołączyły do nich największe towarzystwa ubezpieczeniowe - Allianz i Munich Re. Do godz. 18.00 główny wskaźnik koniunktury na niemieckiej giełdzie - DAX - spadł aż o 3,45%.