Jak mówią przedstawiciele funduszy poręczeniowych, rozwojowi rynku nie sprzyja postawa banków. - Banki rygorystycznie oceniają potencjalnych kredytobiorców. Niewiele jest małych i średnich przedsiębiorstw, które są w dobrej kondycji finansowej. Słabe wyniki dyskwalifikują je już na wstępie. A udzielenie poręczenia to dopiero jeden z kolejnych etapów starań o kredyt - mówi Jerzy Nazaruk, wiceprezes Lubelskiego Funduszu Przedsiębiorczości. Zdaniem Adama Kowalczuka, wiceprezesa Podlaskiego Funduszu Poręczeniowego, część banków przestała indywidualnie traktować wnioski, co również nie sprzyja kredytowaniu MSP.

Na rynku lokalnych funduszy działa ok. 30 podmiotów. W połowie ub.r. dysponowały kapitałem w wysokości prawie 65,8 mln zł. Według danych Krajowego Stowarzyszenia Funduszy Poręczeniowych, średni wskaźnik wykorzystania kapitału dla całego rynku wynosi ok. 64%. Liczba poręczeń z jednego funduszu to ok. 2 miesięcznie. Oprócz trudniejszej sytuacji na rynku kredytowym za słabe wyniki odpowiedzialne są też same fundusze. Wiceprezes Nazaruk zwraca uwagę na małą dostępność ich oferty.

Większą dostępność funduszy ma zapewnić nowy system tworzony zgodnie z programem rządowym. Według planu, w 2006 r. będzie działać 16 funduszy regionalnych, dysponujących 240 mln zł, i 100 funduszy lokalnych z kapitałem 400 mln zł. W programie nie wspomina się jednak, w jaki sposób rząd zachęci banki do kredytowania sektora MSP. Autorzy założeń nie spodziewają się zbyt dużego zaangażowania kapitału prywatnego w budowę systemu.

Tymczasem o tym, jak istotny jest udział komercyjnej instytucji finansowej, świadczy przykład Polfundu. Fundusz został założony pod koniec 2001 r. przez BZ WBK i Kanadyjsko-Polską Fundację Przedsiębiorczości. W 2001 r. zdołał udzielić zaledwie jednego poręczenia na kwotę 350 tys. zł. Na koniec ub.r. było ich już 150 o łącznej wartości 16,6 mln zł. Fundusz dysponuje stosunkowo dużym kapitałem (16 mln zł), a jego oferta jest dostępna w sieci banku-akcjonariusza.