Minister finansów Grzegorz Kołodko po objęciu teki uspokoił relacje między rządem i Radą Polityki Pieniężnej. Wprawdzie krytykował wysoki kurs złotego, ale ograniczał się do przygotowań do skupu walut przez rząd na rynku i do wezwania Polaków do kupowania dolarów. Jednak w wywiadzie udzielonym "The Warsaw Voice" ostro skrytykował RPP.
- NBP uważa, że walczy z wyimaginowaną presją inflacyjną, która rzekomo pochodzi ze sfery fiskalnej, nie dbając o inflację - obecnie poniżej poziomu 1% rok do roku, czyli znacznie poniżej jego celu w granicach 2-4% - powiedział minister w wywiadzie. - Oczekiwania inflacyjne i inflacja bazowa również spadają, a wysoki kurs powoduje poważne obawy raczej o deflację niż inflację.
Ekonomiści są zaskoczeni. Czy to oznacza wybuch kolejnej wojny między NBP a rządem? - Nie wiem, mam nadzieję, że nie - powiedział Maciej Krzak, główny ekonomista Banku Handlowego. - Jednak trudno mi komentować wypowiedzi ministra Kołodki, nie znając całego tekstu w oryginale.
Inni ekonomiści są również zdziwieni formą wypowiedzi. O ile bowiem istniała obawa, że wcześniejsze spory z początku 2002 r. doprowadzą do zmiany ustawy o NBP i poszerzenia składu Rady Polityki Pieniężnej, to w tym roku RPP sama ustąpi i trzeba będzie wybrać jej nowych członków. W tej sytuacji zmiana ustawy nie ma sensu, zwłaszcza, że przeciw takim zamiarom wcześniej protestowała Komisja Europejska i przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego.
Inna sprawa, że ekonomiści zgadzają się z treścią wypowiedzi ministra Kołodki. Oni także zgadzają się ze stwierdzeniem, że stopy procentowe są zbyt wysokie, zwłaszcza jak na stan gospodarki i poziom inflacji. O tym, że ostatnie dane o produkcji przemysłowej stanowią argument za redukcją oprocentowania w NBP mówiła Wiesława Ziółkowska, członkini RPP.