Wydatki Francuzów wzrosły w ubiegłym miesiącu aż o 1,6%, dwukrotnie więcej niż spodziewali się analitycy. Tymczasem jeszcze w listopadzie odnotowano spadek o 1,8%. - To był bardzo dobry pomysł ta obniżka podatków w grudniu. Rząd zrobił wszystkim prezent świąteczny. Zanotowaliśmy nienotowany chyba nigdy wzrost popytu na nasze towary w tak gorącym okresie, jakim jest ostatni miesiąc roku - powiedziała Bloombergowi Veronique Grasser z paryskiej sieci domów handlowych - Galeries Lafayette.
Wydatki gospodarstw domowych odpowiadają za ponad połowę francuskiego produktu narodowego. To właśnie one chroniły przed recesją w ostatnim czasie tę trzecią co do wielkości gospodarkę w Europie. Aby pobudzić aktywność konsumentów francuski rząd zdecydował się w ostatnim kwartale ub.r. na jednorazową obniżkę podatku dochodowego o 5%. Szacuje się, że dzięki tej decyzji w portfelach Francuzów zostało dodatkowe 2,6 mld euro.
Sceptycy podkreślają jednak, że już w tym roku polityka fiskalna nie będzie w stanie pobudzać popytu wewnętrznego. - Konsumpcja przez prawie cały ubiegły rok była jedynym czynnikiem, który podtrzymywał wzrost gospodarczy we Francji. W tym roku rząd nie będzie już jednak mógł stymulować wzrostu dzięki polityce fiskalnej. Musi bowiem sobie poradzić z problemem rosnącego deficytu budżetowego, do czego obligują go przepisy Unii Europejskiej - twierdzi Emmanuel Ferry, ekonomista z paryskiego biura maklerskiego Exane. W bieżącym roku Francuzi mogą liczyć na ewentualną obniżkę podatków zaledwie o 1%.
Serge Weinberg, dyrektor generalny spółki specjalizującej się w handlu detalicznym Pinault-Printemps, zapowiada wręcz, że w 2003 r. popyt i wydatki konsumentów osłabną. Jego zdaniem, negatywny wpływ będzie miał przede wszystkim spodziewany wzrost bezrobocia, co przy braku cięć podatkowych zniechęci Francuzów do wydawania pieniędzy.