Dane podane przez PIP nie obejmują całego roku. To stan na koniec listopada - zaległości mogą być większe. Kontrolerzy inspekcji wydali prawie 20 tys. tzw. nakazów płacowych, ale pracodawcy do tej pory wypłacili niespełna 63 mln zł.
Trudno o porównanie z rokiem 2001. PIP dopiero w sierpniu 2001 r. zyskała prawo wystawiania nakazów. W ciągu czterech miesięcy ustalono, że pokrzywdzono 35 tys. osób na łączną kwotę 50 mln zł.
Zdaniem Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, eksperta firmy Nicom Consulting, niepokojąca jest skala tego zjawiska. Według jej wyliczeń, zaległości stanowią ok. 2% miesięcznych kosztów pracy. Tymczasem niewypłacone pensje stwierdzone przez PIP to nie wszystkie należności pracownicze. Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych musiał wypłacić między styczniem a listopadem ub.r. ok. 486 mln zł świadczeń upadłych przedsiębiorstw.
Według rozmówców PARKIETU, zajmujących się kondycją finansową polskich przedsiębiorstw, zaległości płacowe to efekt dużych problemów z płynnością. - To wynika z drastycznego ograniczenia akcji kredytowej firm, wydłużenia cyklu realizacji należności przez kontrahentów oraz rygorystycznego i szybkiego egzekwowania zobowiązań podatkowych przez fiskusa - mówi Andrzej Kinast, prezes firmy Grant Thornton Polska.
Jego zdaniem, opóźnienia w wypłacaniu wynagrodzeń to efekt wyczerpania innych źródeł ratowania płynności. Najczęściej firmy starają się o wydłużenie terminów płatności u dostawców, szukają kredytów w bankach i próbują odkładać regulowanie podatków. - W ten sposób zostają tylko zobowiązania wobec pracowników. Np. w usługach płace są znaczącą pozycją kosztów. Nie sądzę jednak, że przedsiębiorcy świadomie wykorzystują wysokie bezrobocie, żeby z premedytacją nie płacić pracownikom - mówi prezes Kinast.