- Zagraniczni gracze, głównie z Niemiec i USA, dalej sprzedawali wczoraj złotego. Znacznie więcej optymizmu mają polscy inwestorzy. Gdyby nie oni, to przecena naszej waluty byłaby jeszcze większa - mówi Jacek Sosnowski, chief dealer w Banku Handlowym. Wike Groenenberg, ekonomistka Schroder Salomon Smith Barney, powiedziała Reutersowi, że z polskiego rynku, podobnie jak z innych emerging markets, wycofują się fundusze hedgingowe.
Dolar otworzył się rano na poziomie 3,89 zł i zaczął się szybko umacniać. Przed południem kurs wzrósł do 3,96 zł. Potem złoty zaczął odrabiać straty. Po południu za dolara płacono już 3,93 zł. Kurs euro wzrósł natomiast w ciągu dnia nawet do 4,25 zł, z 4,17 zł na otwarciu. Przecena objęła też inne waluty naszego regionu.
Trwająca już od kilku dni wyprzedaż złotego to m.in. efekt ubiegłotygodniowych wydarzeń na Węgrzech (bank centralny interweniował w celu osłabienia forinta i dwukrotnie obciął stopy procentowe) i groźba wybuchu wojny z Irakiem, co powoduje, że międzynarodowi gracze wybierają najbezpieczniejsze inwestycje. Na to nałożyło się nasilenie konfliktu rządu z RPP oraz pogłoski o zakupach zagranicznych walut przez Ministerstwo Finansów. Szef resortu Grzegorz Kołodko powiedział w środę wieczorem, że złoty będzie się dalej osłabiał. Jego zdaniem, kurs parytetowy w momencie wejścia Polski do unii walutowej powinien wynieść 4,35 zł za euro.
W opinii J. Sosnowskiego, trudno powiedzieć, czy przecena złotego już się skończyła. - Na razie rynek się uspokoił. Pewien etap mamy za sobą. Ale za kilka dni wyprzedaż naszej waluty może zacząć się na nowo, np. pod wpływem nowych informacji w sprawie Iraku - twierdzi.
Zagraniczni inwestorzy kolejny dzień sprzedawali też nasze obligacje. - Nie sądzę, żeby ich nastrój szybko się zmienił. Dopóki sytuacja polityczna na świecie pozostanie napięta, nie będą chcieli kupować polskich papierów - mówi dealer. Rentowność najchętniej kupowanych przez zagranicę obligacji pięcioletnich wzrosła wczoraj do 5,62%, z 5,59% w środę pod koniec dnia.