- Zagraniczni inwestorzy silnie wyprzedawali naszą walutę w minionym tygodniu. W piątek część z nich uznała, że kurs spadł już tak nisko, że warto rozpocząć zakupy. Dołączyły też do nich polskie banki - mówi Tomasz Małkowski, dealer walutowy z Kredyt Banku. Notowania dolara obniżyły się w ciągu dnia nawet do 3,84 zł, z 3,9 zł w porannym handlu. Po południu amerykańska waluta kosztowała 3,85 zł. Przecena dotknęła również euro, które osłabiło się do 4,16 zł z 4,19 zł na początku dnia.
W opinii T. Małkowskiego, w najbliższych dniach dolar powinien utrzymać się na poziomie 3,83-3,86 zł. - Nie sądzę, aby doszło do gwałtownego umocnienia naszej waluty. Na rynku panuje duża niepewność związana z groźbą wybuchu wojny w Iraku - twierdzi dealer.
W opinii analityków z banku BNP Paribas, kurs złotego będzie w najbliższym czasie podlegał silnym wahaniom. Ma to związek z napięciem politycznym na świecie oraz ostatnimi wydarzeniami na Węgrzech (w połowie miesiąca bank centralny dwukrotnie obniżył stopy procentowe i interweniował na rynku walutowym). Ich zdaniem, wielu inwestorów poniosło na Węgrzech duże straty i chwilowo nie chcą zwiększać zaangażowania w naszym regionie. Specjaliści z BNP przyznają jednak, że ostatnia przecena złotego była przesadzona.
Po kilku spadkowych dniach w piątek wzrosły też ceny polskich obligacji. Najbardziej zyskały papiery pięcioletnie. Wzrost kursów spowodował spadek rentowności, do 5,58%, z 5,61% na otwarciu.
- Zakupy obligacji rozpoczęły się już w czwartek. Kupujący uznali, że po spadkach jest dobra okazja, aby tanio kupić papiery - twierdzi Tomasz Białas, zarządzający funduszami dłużnymi GTFI. Jego zdaniem, nie należy jednak oczekiwać, aby w najbliższym czasie na rynek obligacji powróciła hossa. Podobnie jak w przypadku złotego, ma to związek z dużą niepewnością inwestorów.