Cena ropy naftowej znowu w piątek trochę wzrosła i wciąż utrzymuje się blisko poziomu najwyższego od dwóch lat. Nie spełniły się bowiem nadzieje uczestników rynku na szybkie wznowienie wydobycia w Wenezueli. Demonstracja zwolenników prezydenta Chaveza, domagających się zakończenia strajku generalnego, została zaatakowana przez jego przeciwników. Strajk trwa już osiem tygodni. Sytuację w tym kraju określa się jako zupełny chaos. Nic nie zmieniło się, jeśli chodzi o groźbę wybuchu wojny w Iraku. Wobec napięć na rynku, wywodzących się z tych dwóch źródeł, cena ropy naftowej w najbliższej przyszłości nadal będzie wysoka. Nie sprawdziły się również oczekiwania, że Stany Zjednoczone mogą zdecydować się na zmniejszenie rządowych rezerw ropy, które na koniec ub.r. wynosiły 598,9 mln baryłek i były najwyższe od 28 lat. Wydaje się to niemożliwe wobec przygotowań do wojny w Iraku. Baryłka ropy Brent z dostawą w marcu w piątek po południu kosztowała na londyńskiej giełdzie paliwowej 30,00 USD, czyli o 28 centów więcej niż na czwartkowym zamknięciu.

Po raz kolejny podrożało też w piątek złoto. Na popołudniowym fixingu w Londynie za uncję tego kruszcu płacono 366 USD, czyli najwięcej od 2 stycznia 1997 r. Była to cena o 1,3 USD wyższa niż w czwartek. Rano złoto trochę staniało, ale gdy pojawiły się informacje o dalszym słabnięciu kursu dolara i kolejnych spadkach na amerykańskich giełdach akcji, jego cena znowu wzrosła, gdyż oba te czynniki zachęcają inwestorów do przenoszenia środków w aktywa uznawane za bezpieczne w obliczu groźby wybuchu wojny w Iraku.

O 1 dolara wobec czwartkowego zamknięcia spadła w piątek cena miedzi. Za jej tonę na Londyńskiej Giełdzie Metali płacono po południu 1701 USD.