Od początku października prognozy wzrostu zysków na pierwsze półrocze zmniejszały się średnio o 1,25 pkt. proc. miesięcznie. A zatem więcej niż w minionej dekadzie, kiedy przeciętny spadek wynosił 1 pkt. proc. - Wciąż nie ma na rynku wrażenia poprawy. Trwa oczekiwanie na pierwsze oznaki zmian na lepsze - powiedział w wywiadzie dla Bloomberg Television Harvey Hirschhorn z Columbia Management Group, należącej do Fleet Boston Corp. i zarządzającej 1,5 mld USD.

W dzisiejszym orędziu o stanie państwa prezydent George W. Bush ma odeprzeć krytykę, że z jego 10-letniego programu obniżania podatków najbardziej skorzystają bogaci. Prezydent raz jeszcze ma zapewnić, że program ten pomoże - każdemu, kto płaci podatki dochodowe - powiedział w programie telewizji CBS szef personelu Białego Domu Andrew Card. Bush ma też podkreślić, że na likwidacji podatku od dywidend najbardziej skorzystają emeryci.

W ubiegłym tygodniu AT&T w ślad za Microsoftem i IBM obniżył prognozy i nie był w stanie przewidzieć, kiedy można oczekiwać poprawy popytu. W tym tygodniu raporty finansowe opublikuje kolejna jedna czwarta spółek wchodzących w skład indeksu Standard & Poor's 500, między innymi American Express, Hilton Hotels i Kimberly-Clark Corp. W sumie do końca stycznia będą więc znane wyniki ponad dwóch trzecich spółek z tego indeksu. Dotychczas opublikowane raporty 217 spółek z indeksu S&P 500 dają wzrost zysku średnio o 8,4% w IV kwartale. Analitycy dla całego indeksu prognozowali 12% wzrostu.

Według obliczeń firmy First Call, analizującej prognozy sporządzane przez spółki i analityków z Wall Street, w pierwszym kwartale zyski amerykańskich spółek wzrosną średnio o 10%, a w drugim o 9,4%. Z podobnej analizy dokonanej 1 października ub.r. wynikało, że zyski te wzrosną odpowiednio o 17,4 i 16,4%. A jeszcze 1 stycznia średnia prognoz analityków wynosiła 11,7% dla I kwartału i 10,9% dla II kwartału.

Rzecz w tym, że jedynym źródłem wzrostu zysków pozostaje redukcja kosztów. Dopóki nie pojawią się oznaki zwiększania przychodów w wyniku wzrostu popytu, dopóty nie ma co liczyć na ożywienie na amerykańskich giełdach. A groźba wybuchu wojny z Irakiem wciąż wstrzymuje spółki przed zwiększeniem inwestycji, co hamuje długo oczekiwane ożywienie sprzedaży. Giełdowa koniunktura poprawi się więc dopiero wtedy, gdy zmniejszy się niepewność co do rozwoju sytuacji politycznej.