Nowy tydzień rozpoczął się mocnym uderzeniem, a negatywnym bohaterem - jak i w poprzednich dniach - były banki. W ciągu paru tygodni te największe i najbardziej przez analityków cenione straciły po 10-15%, a niektóre inne nawet 20-25% swojej niedawnej ceny.
40-procentowy udział sektora bankowego w WIG20 sprawił, że znacząco pogorszyła się sytuacja całego rynku. Na wykresie indeksu widoczna jest formacja podwójnego szczytu, definitywnie kończąca trend wzrostowy zapoczątkowany we wrześniu ub.r. Negatywne wskazania daje średnioterminowy McClellan Summation, sugerując analogię do sytuacji rynku w styczniu ub.r.
Nic dobrego nie można również powiedzieć o giełdach zagranicznych. Ba, zachowują się one nawet słabiej od polskiej. Czyżbyśmy byli świadkami zapowiadanej w grudniu przez współpracowników Prechtera fali "trzeciej w trzeciej"?
Sytuacja polskiego rynku wraz z dodatkowymi czynnikami ryzyka (giełdy zachodnie, Irak) przekreślają możliwość trwałej zwyżki kursów w najbliższych miesiącach. Inaczej - kontrariańsko - trzeba też zinterpretować "konsensus" analityków, głoszący możliwość wzrostu cen o 10-20% w ciągu 2003 r.
W krótkim terminie wczorajsza wyprzedaż bardzo zbliżyła nas do przynajmniej chwilowego przesilenia. Obserwowana w ostatnich miesiącach pięciotygodniowa cykliczność daje szansę na lokalny dołek w tym tygodniu (zapewne nie niżej 1080 pkt.) i co najmniej tydzień korekcyjnego wzrostu.