W tym roku wzrost gospodarczy w Polsce powinien wynieść między 2,4% a 3,3% - wynika z prognoz Reutersa. Bardziej optymistyczne jest tylko Ministerstwo Finansów, które spodziewa się wzrostu PKB o 3,5%.
Ekonomiści stawiają przede wszystkim na odbicie w inwestycjach, które mają być głównym motorem ożywienia gospodarki. Podstawowym zagrożeniem jest natomiast przedłużająca się recesja gospodarcza na świecie, zwłaszcza w USA i w Europie. Nie należy natomiast obawiać się, aby sam wybuch konfliktu zbrojnego w Iraku drastycznie obniżył popyt na polskim rynku.
- Jedynym czynnikiem, który mógłby ograniczyć konsumpcję, jest wzrost cen ropy: jeżeli będziemy więcej płacić za paliwo, to mniej środków zostanie nam na inne wydatki - twierdzi Jacek Wiśniewski, szef działu prognoz i analiz w Pekao. - O wojnie w Iraku mówi się już od dłuższego czasu, ale nie sądzę, aby przełożyło się to na poziom popytu w Polsce - dodaje. Jego zdaniem, do znaczącego ograniczenia zakupów mogłoby dojść, ale dopiero wtedy, gdyby konflikt się przedłużył.
W tym tygodniu bank Pekao obniżył prognozę wzrostu gospodarczego Polski na zeszły rok z 1,3% do 1,2%. Główny powód to gorsze wyniki grudniowej produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Szacunki innych ekonomistów mówią o wzroście na poziomie 1,2-1,4%. Dziś dane o PKB za 2002 r. opublikuje GUS.
W opinii Marka Zubera, niezależnego ekonomisty, jeżeli wojna w Iraku zostanie przeprowadzona szybko i zakończy się zwycięstwem Amerykanów, to powinno mieć to pozytywny wpływ na naszą gospodarkę. - Sytuacja na świecie ustabilizuje się, a to spowoduje poprawę nastrojów inwestycyjnych i odwrót od najbezpieczniejszych lokat, takich jak np. złoto. Gdy konsumenci przestaną czuć się zagrożeni, to będą więcej kupować -mówi M. Zuber. - Dotyczy to przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, ale jeśli tam koniunktura się poprawi, to przełoży się to na inne rynki - dodaje.