Zadłużenie Stoczni Gdynia wobec banków wynosi około 50 mln USD. Według Mirosława Piotrowskiego, pod koniec ub.r. spółka spłaciła bankom 400 mln USD. Nie ujawnił jednak nazw instytucji kredytujących. Na rynku spekuluje się, że mogą to być BPH PBK, BRE, Kredyt Bank oraz PKO BP. Dodatkowo Kredyt Bank posiada też pakiet 22% akcji stoczni.

- Ewentualne bankructwo Stoczni Gdynia stanowi mniejsze zagrożenie dla banków niż ubiegłoroczny upadek Stoczni Szczecińskiej. Obecnie żądają one lepszych zabezpieczeń kredytów. Prawdopodobnie też ich zaangażowanie jest już częściowo pokryte rezerwami - mówi Marcin Materna, analityk sektora bankowego Millennium DM. Według niego, ostatnie zmiany w zarządzie Kredyt Banku mogą spowodować, że wycofa się on z finansowania Stoczni Gdynia. Jeśli podobnie postąpią inne banki, to szanse na upadek spółki będą bardzo duże.

- Jakakolwiek informacja o upadłości Stoczni Gdynia może odświeżyć w pamięci inwestorów obraz bankructwa Stoczni Szczecińskiej i spowodować wyprzedaż akcji banków. Bankructwo gdyńskiej firmy nie zaważy jednak znacząco na wynikach finansowych - stwierdza Grzegorz Zawada, analityk Erste Securities.

Gdyńska stocznia w znacznej mierze finansuje swoją działalność, zadłużając się u dostawców. Wierzytelności wobec nich sięgają 100 mln USD. Zdaniem M. Piotrowskiego, do firmy nie docierają żadne sygnały, aby któryś z kredytujących ją banków miał złożyć wniosek o upadłość. Niewykluczone jednak, że może to zrobić któryś z dostawców. W zeszłym roku na taki krok zdecydowała się firma, której stocznia była winna kilkaset tysięcy złotych.