Sytuacja techniczna amerykańskich rynków akcji staje się coraz jaśniejsza. Jeśli uznać, że najbardziej reprezentatywnym indeksem jest S&P 500, to powrót do bessy jest tuż-tuż. Po nieudanej próbie wybicia w górę z trendu bocznego, wartość wskaźnika regularnie spada. Od szczytu z 14 stycznia (930 pkt.) do czwartkowego zamknięcia S&P 500 stracił 90 punktów. Oznacza to, że w ramach średnioterminowego trendu bocznego (który rozpoczął się w lipcu 2002 roku) indeks pokonał już większą część dystansu między górnym a dolnym ograniczeniem konsolidacji.
Decydujące 800 punktów
W okolicach 800 punktów rozegra się decydująca batalia o dalszy kierunek trendu. Wiele wskazuje, że już za pierwszym podejściem dojdzie do wybicia w dół. Przekonuje o tym przebieg trwającej już ponad pół roku korekty. Wykres indeksu zatrzymał się niemal dokładnie na poziomie dołka z września 2001 roku, który jest kluczowym oporem w perspektywie długoterminowej. Korekta ma płaski charakter i jak z reguły nakazuje w takich przypadkach teoria Elliotta, składa się z trzech części (inna sprawa, że teoria ta daje praktycznie nieograniczone możliwości przedłużenia trendu horyzontalnego). To sugeruje, że zwyżka z początku stycznia stanowi ostatni akord tej korekty.
Na wykresie tygodniowym obecny spadek dotarł już do poziomu, na którym ukształtował się dołek w lipcu zeszłego roku. Kontynuacja zniżek pogrzebie szansę na zbudowanie na wykresie odwróconej głowy z ramionami, która dałaby posiadaczom akcji nadzieję na osiągnięcie zysku w najbliższym czasie. Teraz pozostaje im już tylko liczyć na podwójne dno. Zapewne jednak, zgodnie z teorią analizy technicznej, konsolidacja okaże się tylko przerwą w bessie, a nie początkiem nowego trendu.
Nasdaq jeszcze walczy(ł)?