PHS-HTS we wrześniu 2002 r. ogłosiła wezwanie na prawie 460 tys. akcji imiennych Stalproduktu. Płaciła po 13 zł. Kupiła tylko 60,7 tys. walorów i zwiększyła udział w głosach nie do 50%, ale do ok. 38%. W tym samym czasie trwało wezwanie Stanisława Kurnika, pracownika i wiceprzewodniczącego rady nadzorczej giełdowej spółki. Choć dawał 12 zł za akcję (w trakcie oferty podniósł cenę do 13 zł), kupił ponad 450 tys. papierów. Jego wezwanie poparło kierownictwo Stalproduktu. - Huta nie złożyła wniosku o wyrażenie zgody na nabycie akcji. Zgodnie ze statutem spółki, przeniesienie własności walorów imiennych wymaga zgody zarządu. Dlatego HTS nie została wpisana do księgi akcyjnej i nie może wykonywać głosów z tego pakietu - powiedział Robert Kożuch, kierownik biura zarządu Stalproduktu. Dodał, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni zarząd spółki odpowie na pozew akcjonariusza. PHS-HTS stoi na stanowisku, że obowiązek uzyskania zgody na przeniesienie własności akcji spoczywa tylko na sprzedającym.
Spór PHS-HTS z zarządem Stalproduktu trwa od kilku miesięcy, czyli od momentu, gdy osoby i podmioty powiązane z kierownictwem firmy zaczęły przejmować nad nią kontrolę (mają już razem ponad 40% głosów). Holding stalowy próbuje ją odzyskać. Zażądał m.in. zwołania walnego (odbędzie się 25 lutego) w celu m.in. wyboru rewidenta do spraw szczególnych, który zbadałby zakupy akcji przez niektóre podmioty w ostatnich miesiącach (chodzi też o zakup przez Stalprodukt ponad 672 tys. własnych walorów). Konflikt w spółce na razie nie odbija się na jej działalności. - Na poziomie operacyjnym wszystko układa się dobrze. Huta pozostaje naszym głównym dostawcą surowca - powiedział R. Kożuch.