Styczniowe wyniki funduszy emerytalnych mówią same za siebie. Jednostki tych OFE, które były mocno zaangażowane w sektorze bankowym, spadły w większym stopniu niż tych funduszy, które tych akcji unikały. Oczywiście, od tej reguły są wyjątki - niewielka liczba akcji banków nie uchroniła ani Domu, ani Skarbca-Emerytura przed sporymi stratami.

Styczeń nie był dobrym miesiącem dla banków. Indeks tej branży stracił ponad 13%, wobec spadku WIG20 o 5,1% oraz WIG o 3,6%. Przyczyną takiego zachowania się akcji tych instytucji były obawy przed kiepskimi wynikami. Obawy te zaczynają się potwierdzać. Kredyt Bank poinformował, że w ubiegłym roku jego strata wyniosła przeszło 330 mln zł, choć wcześniej przedstawiciele spółki mówili o stracie na poziomie 200 mln zł.

- W tej chwili chyba wszyscy czekają przede wszystkim na wyniki Pekao, którego zarząd spodziewał się zysku na poziomie miliarda złotych. Obecnie rynek ma mniejsze oczekiwania - uważa Robert Sobieraj z DM Banku Handlowego. - Nie wiadomo też, jakie będą rezultaty BPH PBK, choć zarząd stwierdził, że zysk brutto będzie wyższy niż rok wcześniej.

Takie oczekiwania nie wróżą dobrze kursom akcji banków w najbliższym czasie. Może to oznaczać, że także w lutym walory tych instytucji będą obniżały wyceny jednostek rozrachunkowych funduszy emerytalnych. Nie oznacza to jednak, że OFE, ratując swoje wyniki, zaczną się pozbywać akcji banków. Ich zarządzający uważają bowiem, że poprawa sytuacji ekonomicznej oraz perspektywa wejścia do Unii Europejskiej, powinny korzystnie wpłynąć na wyniki banków w dłuższej perspektywie. A to oznacza, że ostatnie spadki mogą zostać potraktowane przez fundusze emerytalne jako okazja do napełnienia sobie portfela tymi walorami. Zwłaszcza że do tej pory OFE konsekwentnie stosowały zasadę kupowania na spadkach i wstrzymywania się od zakupów na GPW czy nawet sprzedaży walorów, gdy rynek rósł.