Na międzynarodowych rynkach surowcowych dominowała w środę atmosfera niepewności, związana z wystąpieniem amerykańskiego sekretarza stanu Colina Powella. Zdawano sobie sprawę, że przedstawione przez niego dowody irackich zbrojeń przybliżają wybuch wojny na Bliskim Wschodzie, ta zaś może sparaliżować dostawy ropy naftowej z tego regionu. Wobec coraz większego niebezpieczeństwa konfliktu zbrojnego jej notowania osiągnęły znów najwyższy poziom od dwóch lat. W Londynie baryłka gatunku Brent z dostawą w marcu kosztowała wczoraj po południu 31,51 USD, wobec 31,09 USD w końcu sesji wtorkowej. Dodatkowym impulsem do wzrostu cen był wyraźny spadek zapasów paliw płynnych w USA. Spowodowały go zwiększone zakupy oleju opałowego, w obawie przed wybuchem wojny, a także sezonowe przeglądy techniczne w amerykańskich rafineriach, które przejściowo ograniczyły produkcję.

Napięta sytuacja międzynarodowa sprzyjała przez większą część dnia zwyżce notowań złota. Kruszec ten, uważany w wypadku wojny za bezpieczną lokatę kapitału, zdrożał wczoraj w pewnym momencie do 388,50 USD za uncję, co było najwyższym poziomem od września 1996 r. Później tendencję tę zahamowała realizacja zysków przez inwestorów, a także lekkie wzmocnienie dolara. Po południu uncja złota kosztowała w Londynie 381,40 USD wobec 381,25 USD dzień wcześniej.

Na rynku miedzi notowania ustabilizowały się, by następnie nieznacznie spaść. Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych płacono wczoraj po południu 1712,50 USD, tj. o 2,50 USD mniej niż we wtorek.