W budżecie zapisano, że cło przyniesie ok. 3,8 mld zł. Według ekonomistów instytutu, będzie to 3,2 mld zł. O ok. 2,3 mld zł mniejsze od planowanych będą dochody z PIT - wyniosą niewiele ponad 25 mld zł. IBnGR zwraca uwagę, że plan dochodów na 2002 r. również nie został wykonany. Wpływy były mniejsze o ok. 1% w porównaniu z zapisami ustawowymi.

Zdaniem Wojciecha Misiąga z IBnGR, plan finansów państwa na 2003 rok jest zły również z innych powodów. - Nie daje poprawy relacji makroekonomicznych, zwłaszcza jeśli chodzi o deficyt. Nie widać, żebyśmy się zbliżali do stanu równowagi sektora publicznego - powiedział. Brak zmian strukturalnych w finansach może być przyczyną wydłużenia okresu spełniania kryteriów z Maastricht. Według nich, deficyt nie powinien przekraczać 3% PKB. - Uważamy, że nie uda się osiągnąć tego do 2006 r. - powiedział W. Misiąg. Jednocześnie skrytykował pomysł zaliczenia funduszy emerytalnych do finansów publicznych. Taki zabieg mógłby zmniejszyć niedobór, poprawiłyby się też wskaźniki długu publicznego. W tym przypadku nie uwzględnia się w nim zobowiązań ZUS wobec OFE.

- Obawiamy się, że to może być sygnał chęci ręcznego sterowania tym, co fundusze zrobią ze zgromadzonymi pieniędzmi - ocenia W. Misiąg.

Eksperci instytutu uważają, że jest niemal pewne, iż w tym roku wartość długu publicznego przekroczy połowę PKB. Będzie to ok. 51-52%. Wpływ na zwiększanie się zadłużenia ma przede wszystkim załamanie prywatyzacji. W 2002 r. to była największa budżetowa pomyłka rządu. Wpływy z tego tytułu, którymi miał być finansowany deficyt, były o 67% mniejsze, niż zapisano w ustawie.

Jak oceniają analitycy IBnGR, budżet na 2003 r. jest pasywny po stronie wydatków i zwiększa obciążenia fiskalne. Przykłady to wzrost składki zdrowotnej i mniejsza, niż planowano, obniżka stawki CIT. W. Misiąg dodał, że zmniejszenie podatku z 28 do 27% nie pobudzi aktywności przedsiębiorstw.