Powodzeniem w ostatnich tygodniach cieszą się surowce. Złoto osiągnęło poziom 380 USD za uncję, ropa naftowa utrzymuje się powyżej 30 USD za baryłkę. Inwestorzy najwyraźniej uznali, że akcje nie gwarantują w najbliższym czasie odpowiednich zysków.
Stany Zjednoczone
Po wyjątkowo nieudanym styczniu początek lutego wiązał się z uspokojeniem nastrojów inwestorów na największym rynku akcji na świecie. Świadczy o tym trend horyzontalny, który utrzymuje się od kilku sesji na giełdach za oceanem. Inwestorzy zastanawiają się, jak zakończy się coraz bardziej prawdopodobne starcie na Bliskim Wschodzie. Od dłuższego czasu retoryka przedstawicieli Stanów Zjednoczonych nie pozostawia złudzeń, że do wojny dojdzie. Poparcie udzielone Amerykanom przez premierów 8 państw europejskich z pewnością wzmacnia ich pozycję. O tym, jak cenią sobie to poparcie jankesi najlepiej świadczy żart rysunkowy z ostatniego Barron`sa, podpisany zdaniem: "wznieśmy toast za naszych prawdziwych sojuszników - Brytyjczyków, Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków, Duńczyków, Węgrów, Czechów i Polaków - lecz nie winem francuskim czy niemieckim". Środowe wystąpienie Collina Powella, w którym przedstawił kolejne dowody na posiadanie przez Irakijczyków zakazanej broni, utwierdza w przekonaniu, że wojna w Zatoce jest jedynie kwestią czasu. Problem w tym, że wynik konfliktu nie jest tak pewny, jak w przypadku operacji w Afganistanie czy Serbii. Długa wojna oznacza wzrost cen ropy naftowej, spore obciążenie dla amerykańskiego budżetu, nie mówiąc już o ryzyku eskalacji konfliktu na cały region. Z tego powodu inwestorzy powściągliwie podchodzą do rynku akcji.
Ciekawie wygląda wskaźnik nastroju AAII. W ostatnim tygodniu prawie 48% inwestorów było negatywnie nastawionych do koniunktury na rynku akcji. Dwa tygodnie wcześniej liczba pesymistów była o wiele mniejsza (stanowili nieco ponad 29% ogółu ankietowanych). Zmiana nastawienia w tak krótkim czasie jest rzadko spotykana. Zgodnie z kontrariańską wymową wskaźnika AAII (większość nigdy nie ma racji) należałoby przystąpić do akumulowania akcji. Niestety, wskaźnik ten często zawodził w obliczu konfliktów na scenie międzynarodowej, zatem także tym razem należy podchodzić do niego ostrożnie.
Analiza wykresu nie pozostawia jednak złudzeń, że trendem dominującym już nie tylko krótkoterminowo, ale od niedawna także średnioterminowo, są spadki. Nasdaq Composite po odbiciu się od poziomu 1300 pkt próbował przełamać opór w postaci dna z grudnia ubiegłego roku. Próba okazała się bezskuteczna, jednak pozostałe dwa główne indeksy amerykańskie (średnia przemysłowa i S&P 500) nie zdobyły się nawet na to. W efekcie droga do październikowych minimów, z których rozpoczęła się jesienna hossa, stoi w dalszym ciągu otworem.