Reklama

Niemcy liczą na poprawę koniunktury

Gospodarka Niemiec, głów- nego partnera handlowego Polski, rozwija się bardzo wolno. Wysokie bezrobocie, zwiększenie obciążeń fiskalnych oraz słabe wyniki spółek ograniczyły znacznie wydatki konsumpcyjne. Przyczyniło się to do spowolnienia wzrostu gospodarczego. Praktycznie jedynym czynnikiem, który spowodował, że PKB w 2002 r. zwiększył się jednak o 0,4%, był rekordowy eksport.

Publikacja: 08.02.2003 08:45

Oficjalne prognozy rządu zakładają wzrost PKB w tym roku o 1%. Ich realizacja zależy od kilku czynników zewnętrznych, takich jak czas trwania ewentualnego konfliktu na Bliskim Wschodzie czy koniunktura w największej światowej gospodarce - amerykańskiej, ale przede wszystkim wewnętrznych, np. polityki gospodarczej kanclerza Gerharda Schrödera. Istotna jest też oczywiście polityka pieniężna Europejskiego Banku Centralnego.

Bardzo zły 2002 r.

Ubiegłego roku nikt chyba w Niemczech nie zalicza do udanych. Gospodarka rozwijała się najwolniej od 1993 r., firmy bankrutowały, indeksy giełdowe spadały, a na dodatek rósł deficyt budżetowy. Pogłębiła się bessa zapoczątkowana w marcu 2000 r. Niemcy nie były osamotnione - większość gospodarek świata przeżywała bardzo trudne chwile. Rzecz jednak w tym, że kraj mający największe znaczenie gospodarcze na starym kontynencie, powinien być motorem napędzającym koniunkturę u innych. Tymczasem stał się kulą u nogi próbującej wyjść z kryzysu Europy. Wina nie spoczywa jednak tylko na nim. Na pewno naszemu zachodniemu sąsiadowi nie pomógł słabszy od oczekiwań wzrost gospodarki innego giganta - USA.

PKB zwiększył się w Niemczech w 2002 r. zaledwie o 0,4% w porównaniu z rokiem poprzednim. Co gorsza, w pierwszych dwóch kwartałach produkt krajowy brutto skurczył się w porównaniu z tym samym okresem 2001 r. Tak źle nie było z niemiecką gospodarką od 9 lat.

Nie ma pracy

Reklama
Reklama

W ubiegłym roku zwiększało się bezrobocie. W grudniu osiągnęło poziom rekordowy od kilku lat - 10,1%. A to oznacza, że ponad 4,2 mln osób pozostawało bez pracy. To efekt zarówno zwolnień dokonywanych w firmach nie mających kłopotów z płynnością, jak też fali upadłości. Już w listopadzie ub.r. Bundesverband der Deutschen Inkasso-Unternehmen (BDIU) szacowało, że w 2002 r. upadnie 42 tys. przedsiębiorstw, czego efektem będzie utrata miejsc pracy przez 650 tysięcy osób. Gospodarka straci na tym ok. 50 mld euro. - Stan gospodarki jest zły, przedsiębiorstwa nie mają powodów do zwiększania zatrudnienia. Rząd powinien na to zwrócić uwagę - mówiła Bloombergowi Eva Vorbauer, zarządzająca ponad 10 mln USD w HSBC Trinkhaus Capital Management w Düsseldorfie. Pesymistyczną wypowiedź niemieckiej specjalistki potwierdziły najnowsze dane. Bezrobocie w styczniu wzrosło do 10,3%, najwyższego poziomu od końca 1999 r. Liczba osób bez pracy zwiększyła się do ponad 4,26 mln.

Giełda też słaba

Niemiecka giełda, niestety, nie jest oazą dobrej koniunktury. Najważniejszy indeks rynku we Frankfurcie - DAX - spadł w ub.r. aż o 44% i był to jeden z najgorszych wyników na świecie, a na pewno najgorszy w Europie. Podjęto także decyzję o zlikwidowaniu rynku nowych technologii Neuer Markt. Firmy na nim notowane straciły praktycznie całą swoją kapitalizację rynkową, a inwestorzy dowiadywali się ciągle o nowych przypadkach oszustw i upadłości.

Unia krytykuje

Krytyczna wobec poczynań rządu niemieckiego jest Unia Europejska. Na początku stycznia br. Bruksela oficjalnie potępiła rząd Gerharda Schrödera za nieprzestrzeganie postanowień traktatu z Maastricht. Zwiększone wydatki państwa, związane m.in. z wyborami parlamentarnymi, nie przyniosły efektów. Niemcy osiągnęły deficyt budżetowy na poziomie 3,8% PKB, czyli przekroczyły próg z Maastricht, wynoszący 3%. Nie pomogły listopadowe podwyżki obciążeń podatkowych. Dalsze zaostrzanie polityki fiskalnej stoi zresztą pod znakiem zapytania. W miniony weekend odbyły się lokalne wybory w dwóch niemieckich landach, Hesji i Dolnej Saksonii, z której pochodzi kanclerz Schröder. W obu przypadkach sromotną porażkę poniosła rządząca SPD. Oznacza to, że w wyższej izbie niemieckiego parlamentu opozycji może udać się zablokować propozycje podwyżek podatków.Kiepsko z zaufaniem

Złą sytuację niemieckiej gospodarki potwierdzały w 2002 r. także wskaźniki zaufania konsumentów i przedsiębiorców. Indeks zaufania konsumentów spadł w grudniu do poziomu nie notowanego od 1997 r. Lepiej wyglądała sytuacja w przypadku wskaźnika zaufania przedsiębiorców Ifo, który nieznacznie wzrósł w skali roku i zakończył go na poziomie 87,3 pkt.

Reklama
Reklama

Niezadowolenie społeczeństwa z sytuacji panującej w Niemczech sięgnęło zenitu pod koniec ubiegłego roku, kiedy to związek zawodowy pracowników sfery publicznej - Ver.di - zagroził strajkami na masową skalę. W grudniu przeprowadzono nawet kilka strajków ostrzegawczych, które wystarczyły, aby sparaliżować komunikację miejską i lotniczą w niektórych regionach kraju. Rząd podjął co prawda negocjacje w sprawie podwyżek płac, jednak porozumienia nie udało się osiągnąć do dzisiaj.

Nawet eksport

może osłabnąć

Eksport dóbr i usług jest jedyną mocną stroną gospodarki niemieckiej. Jak twierdzą analitycy, w 2002 r. Niemcy miały prawdopodobnie największą nadwyżkę handlu zagranicznego w historii. Znaczne umacnianie się euro wobec dolara może jednak zniweczyć dalsze perspektywy wzrostu zagranicznej sprzedaży. W ubiegłym roku waluta Unii Europejskiej zdrożała wobec dolara prawie o 18%. W miniony czwartek gospodarkę niemiecką spotkał kolejny cios - okazało się, że w grudniu zamówienia dla przemysłu były o 4,1% mniejsze niż miesiąc wcześniej, przy czym zamówienia z zagranicy spadły aż o 8,7%. - Choć duże zamówienia rosną zazwyczaj pod koniec roku, to tym razem doszło do ich znaczącego spadku - napisało zaniepokojone Ministerstwo Gospodarki i Pracy w specjalnym komunikacie. Może to oznaczać, że ostatni element podtrzymujący wzrost niemieckiej gospodarki, czyli eksport, również słabnie.

Ostrożne szacunki na 2003 r.

Większość ekonomistów i polityków jest bardzo ostrożna, jeśli chodzi o prognozy dla gospodarki niemieckiej. Kanclerz Gerhard Schröder zapowiedział, że uda się zmniejszyć deficyt budżetowy poniżej 3% PKB. Kryzys finansów publicznych może jednak zniweczyć wszelkie starania w tym kierunku.

Reklama
Reklama

Pod koniec stycznia niemiecki rząd zdecydował się na obniżenie prognozy wzrostu PKB na br. z 1,5% do zaledwie 1%. Wcześniej dokonały tego wszystkie największe instytuty zajmujące się badaniem stanu największej gospodarki Europy. Optymistów jest coraz mniej m.in. ze względu na wzrost podatku energetycznego oraz składek na świadczenia socjalne.

Bezrobocie ma osiągnąć najwyższy poziom w lutym. Specjaliści szacują, że może ono wynieść nawet 4,5 mln osób, czyli 11% czynnych zawodowo. Kanclerz Schröder zapowiedział niedawno, że restrykcyjne prawo, dotyczące zwolnień w niemieckich spółkach, zostanie utrzymane. Jego poluźnienie zaproponował wcześniej minister finansów Wolfgang Clement, który poprzez skrócenie okresów wypowiedzenia chciał ułatwić tamtejszym spółkom rozwój.

Słabość całej gospodarki odzwierciedla sytuacja sektora finansowego. Poprzedni rok był dla tamtejszych banków jednym z najgorszych w historii. W samym tylko III kwartale Deutsche Bank utworzył rezerwy na złe kredyty w wysokości ponad 750 mln euro. Dopiero oczekiwania zarządów największych instytucji finansowych na bieżący rok są nieco lepsze. Zarówno Deutsche, jak i Dresdner czy Commerzbank zapowiadają poprawę wyników w 2003 r.

W styczniu nastąpiła poprawa niektórych wskaźników gospodarczych. Indeks Ifo wzrósł po raz pierwszy od ośmiu miesięcy, chociaż zaledwie o 0,1 pkt. Pierwszy raz od siedmiu miesięcy zwiększyła się także wartość wskaźnika zaufania inwestorów instytucjonalnych ZEW. Mierzy on oczekiwania co do przyszłego wzrostu gospodarczego w Niemczech. W styczniu wyniósł 14 pkt., wobec zaledwie 0,6 pkt. miesiąc wcześniej. - Wygląda na to, że mamy do czynienia z pierwszymi oznakami poprawy sytuacji w gospodarce. Oczywiście, istnieje wciąż także wiele niewiadomych, głównie w związku z sytuacją w Iraku oraz sposobem prowadzenia polityki gospodarczej w Niemczech - W celu ożywienia gospodarki, nie tylko niemieckiej, Europejski Bank Centralny obniżył w grudniu stopy procentowe do 2,75% - poziomu najniższego od ponad 3 lat. Wcześniej przez 14 miesięcy władze monetarne strefy euro czekały na efekty bardzo dużych obniżek z 2001 r. Wobec braku ożywienia zdecydowały się na dalsze stymulowanie wzrostu gospodarczego. W mijającym tygodniu EBC nie zdecydował się już jednak na kolejne cięcie, pozostawiając oprocentowanie na dotychczasowym poziomie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama