Oficjalne prognozy rządu zakładają wzrost PKB w tym roku o 1%. Ich realizacja zależy od kilku czynników zewnętrznych, takich jak czas trwania ewentualnego konfliktu na Bliskim Wschodzie czy koniunktura w największej światowej gospodarce - amerykańskiej, ale przede wszystkim wewnętrznych, np. polityki gospodarczej kanclerza Gerharda Schrödera. Istotna jest też oczywiście polityka pieniężna Europejskiego Banku Centralnego.
Bardzo zły 2002 r.
Ubiegłego roku nikt chyba w Niemczech nie zalicza do udanych. Gospodarka rozwijała się najwolniej od 1993 r., firmy bankrutowały, indeksy giełdowe spadały, a na dodatek rósł deficyt budżetowy. Pogłębiła się bessa zapoczątkowana w marcu 2000 r. Niemcy nie były osamotnione - większość gospodarek świata przeżywała bardzo trudne chwile. Rzecz jednak w tym, że kraj mający największe znaczenie gospodarcze na starym kontynencie, powinien być motorem napędzającym koniunkturę u innych. Tymczasem stał się kulą u nogi próbującej wyjść z kryzysu Europy. Wina nie spoczywa jednak tylko na nim. Na pewno naszemu zachodniemu sąsiadowi nie pomógł słabszy od oczekiwań wzrost gospodarki innego giganta - USA.
PKB zwiększył się w Niemczech w 2002 r. zaledwie o 0,4% w porównaniu z rokiem poprzednim. Co gorsza, w pierwszych dwóch kwartałach produkt krajowy brutto skurczył się w porównaniu z tym samym okresem 2001 r. Tak źle nie było z niemiecką gospodarką od 9 lat.
Nie ma pracy