Coraz większe grono uczestników rynku zgadza się, że szansa na wzrosty notowań jest niewielka. Dlatego ci, którzy mają akcje w portfelach, decydują się na ich sprzedaż, a posiadacze gotówki nie spieszą się z kupnem, licząc, że zrobią to taniej. Do pesymistów dołączył choćby największy na rynku fundusz emerytalny OFE Commercial Union, który w styczniu zredukował zaangażowanie w akcje o 5,3 pkt. proc. Ten rodzaj lokat stanowi 24,1% aktywów funduszu.
Paradoksalnie, rosnący pesymizm sprawia, że pojawiają się szanse na zatrzymanie spadków, czy nawet mocniejsze odreagowanie. Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że wystąpiła już większość czynników, których obawiali się inwestorzy w ostatnim czasie. Aby jednak wszystko było jasne: jeśli nawet dojdzie do odreagowania, nie będzie to zapowiedź trwalszej poprawy koniunktury, a jedynie emocjonalne odbicie, wynikające z przekonania, że gorzej być nie może. Trzeba przy tym pamiętać, że specyfiką każdego trendu jest to, że łatwiej znaleźć powody dla jego kontynuacji niż odwrócenia.
Pora na raporty
Pewne nadzieje można wiązać z publikacją wyników za ostatni kwartał 2002 r. i przekonaniem, że złe wiadomości w nich zawarte zostały już wcześniej zdyskontowane. Przykładem może być czwartkowe zachowanie kursu Pekao po informacji o kolejnym obniżeniu prognozy zysku za zeszły rok. Cena spadła niewiele, dużo mniej niż indeks WIG20. Z drugiej strony, następnego dnia nie było widać zbyt dużego popytu na papiery banku. Warto też pamiętać, że raporty Banku Millennium i Kredyt Banku były rozczarowujące, choć oczekiwania co do nich nie były wcale wygórowane. W piątek swoje wyniki poda BPH PBK, w przypadku którego pojawiało się chyba najwięcej głosów, że niezbyt chętnie tworzy rezerwy na złe długi. Niewykluczone więc, że wzorem innych banków w IV kwartale podszedł on bardziej restrykcyjnie do swojego portfela kredytowego, co odbiłoby się na wynikach.
Jeśli chodzi o zmianę na gorsze postrzegania przez inwestorów sektora bankowego (głównie z powodu złych długów, malejących marż odsetkowych i kiepskiej koniunktury gospodarczej, ograniczającej możliwość ekspansji kredytowej), warto odnotować dwa fakty. Komisja Europejska prognozuje, że w Eurolandzie wzrost PKB w I kwartale 2003 r. będzie ujemny. To na pewno nie pomoże naszej gospodarce. Zresztą zdaje się to zauważać minister gospodarki Jerzy Hausner, który stwierdził ostatnio, że pozytywne tendencje nie są ani silne, ani trwałe. To piewsza taka wypowiedź z kręgów rządowych, utrzymujących do tej pory, że wszystko idzie ku lepszemu. A przecież nadzieja na zdynamizowanie naszej gospodarki leżała u podstaw jesiennej poprawy koniunktury na giełdzie. Bez zwiększenia dynamiki wzrostu PKB, trudno też liczyć na powrót banków do łask inwestorów. Coraz więcej wskazuje na to, że jesienią indeksy po raz kolejny szły w górę dzięki nadziejom, które teraz nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości.