Pakt ma być porozumieniem między rządem, związkami zawodowymi i pracodawcami na rzecz przeprowadzenia reform, które będą zapobiegać wzrostowi bezrobocia i poprawią konkurencyjność firm przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Według przedsiębiorców, w obecnej sytuacji zawarcie paktu jest konieczne.
- W światowym rankingu konkurencyjności przedsiębiorstw na 50 sklasyfikowanych państw Polska zajmuje 47 miejsce. W dostępie do kapitału na 50 miejsc zajmujemy 34. Rocznie bankrutuje u nas 200 tys. przedsiębiorstw - wyliczał wczoraj Marek Goliszewski, prezes BCC. W rozmowie z PARKIETEM dodał, że zgadza się z niektórymi pomysłami J. Hausnera, dotyczącymi sposobów pobudzenia aktywności firm. Minister gospodarki chce m.in. uwolnienia rezerw bankowych tworzonych na poczet niespłaconych kredytów. Miałyby one zostać przeznaczone na pożyczki dla branż wybranych przez rząd. Według M. Goliszewskiego, rząd nie powinien bezpośrednio ingerować w bankowość, ale może stworzyć takie warunki, które spowodują zmianę dotychczasowej polityki banków.
- One nie spełniają dziś takiej roli, jakiej oczekują od nich przedsiębiorcy. Nie zarabiają na kredytach, tylko na obrocie papierami dłużnymi Skarbu Państwa. Propozycja ministra Hausnera to próba wsadzenia kija w mrowisko. Z tego punktu widzenia ją popieram - stwierdził M. Goliszewski.
Pomysł zawarcia "Paktu dla pracy i rozwoju" pojawił się w Komisji Trójstronnej. Minister Hausner zaproponował, żeby pakt dotyczył problemu wynagrodzeń, prawa pracy, zmiany zasad wydawania pieniędzy przez fundusze gwarantowanych świadczeń pracowniczych i pracy, podatków oraz szkoleń bezrobotnych. Pracodawcy chcą go rozszerzyć.
- W pierwszej kolejności musi to dotyczyć także finansów publicznych, zwłaszcza wydatków budżetu centralnego. Poza tym pakt musi objąć finanse samorządów i restrukturyzację nierentownych gałęzi gospodarki - uważa prezes BCC.