Prezes firmy James Kilts 31 stycznia kupił 10 tys. akcji po 29,10 USD za 291 tys. USD. Był to jego drugi zakup w ciągu ostatnich czterech miesięcy. Kilts był jednym z trzech członków zarządu spółki, którzy kupili jej akcje w dzień po tym, jak Gillette opublikowała raport za IV kw., w którym zysk wzrósł mniej, niż prognozowali analitycy.
Akcje Gillette jeszcze w maju ub.r. kosztowały po 37,30 USD, a później zaczęły dość gwałtownie tanieć, gdy okazało się, że coraz mniejsze przychody generuje Duracell, którego wyroby, po akcesoriach do golenia, są najważniejszym produktem koncernu z Bostonu. Gillette przyspieszył wypłacanie odpraw dla zwalnianych pracowników, których redukcja jest fragmentem programu zmniejszania kosztów.
Zdaniem inwestorów, szefowie Gillette zaczęli kupować akcje spółki w przekonaniu, że prognozy jej zysków poprawiły się. Inni uczestnicy rynku nie są jeszcze tego pewni, bo od 31 stycznia do ubiegłego piątku papiery staniały o 4,5%. Może jednak coś jest na rzeczy, bo wczoraj na otwarciu zdrożały prawie o 0,5%. W ciągu minionych 12 miesięcy kurs akcji tej spółki spadł o 12%.
- Szefowie spółki są przekonani, że spadek cen jest okazją do kupowania, gdyż obecny kurs uważają za niedowartościowany. Można to więc traktować jako pierwszą wskazówkę, że akcje zaczną drożeć - powiedział agencji Bloomberga David Coleman, wydawca Vickers Weekly Insider Report, który analizuje komunikaty spółek.
Prezes Kilts kupił też 5300 akcji po 28,15 USD 25 października ub.r. Zapłacił więc prawie 150 tys. USD i był to jego pierwszy zakup papierów Gillette od stycznia 2001 r., kiedy został prezesem firmy i kupił wtedy akcje za milion dolarów.