Bank centralny Wielkiej Brytanii przewiduje, że w tym roku tempo wzrostu tamtejszej gospodarki wyniesie nieco mniej niż 2,5%. Poprzednia prognoza z listopada zakładała wzrost o 3,1%. Inflacja ma nadal zwiększać się powyżej docelowego pułapu 2,5%, a zacznie wracać do niego w przyszłym roku.
Tempo wzrostu w drugiej co do wielkości europejskiej gospodarce wyniosło w ub.r. 1,7% i było najniższe od 1992 r. Bank oświadczył, że ryzyko wojny w Iraku i osłabienie ożywienia światowej gospodarki, które zaczęło się w ub.r., wpłyną negatywnie na tempo wzrostu w Wielkiej Brytanii, a w przyszłości spowodują obniżenie inflacji.
Rada banku zasygnalizowała obniżenie prognozy wzrostu w ubiegłym tygodniu, gdy niespodziewanie zredukowała podstawową stopę procentową o 25 pkt bazowych, do 3,75%. Była to pierwsza decyzja o redukcji od listopada 2001 r. i poprzedziły ją obniżki o 50 pkt bazowych przeprowadzone przed trzema miesiącami przez Fed i na początku grudnia przez EBC. W strefie euro podstawowa stopa wynosi 2,75%, a w USA 1,25%.
Bank Anglii zbagatelizował swą decyzję o podniesieniu prognozy inflacji, tłumacząc, że jest to wynik "przejściowych czynników", takich jak ceny domów i ropy naftowej, które za kilka miesięcy powinny spaść. Bank określił swoją prognozę inflacyjną jako "nieco wyższą" niż w listopadowym raporcie. Ceny detaliczne bez uwzględnienia spłat kredytów hipotecznych pozostaną powyżej poziomu docelowego przez bieżący rok, a ich wzrost spadnie do 2,5% pod koniec dwuletniego okresu, którego dotyczy obecna prognoza. W listopadzie Bank Anglii przewidywał inflację na ten rok w wysokości 2,4%.
Wciąż rosną ceny domów w Wielkiej Brytanii. W styczniu zwiększyły się w stopniu najwyższym od 1991 r. Ceny ropy naftowej są najwyższe od ponad dwóch lat. Wczoraj na londyńskiej giełdzie paliwowej baryłka ropy gatunku Brent kosztowała 32,74 USD, czyli o 65% więcej niż przed rokiem.