FSA, która jest brytyjskim odpowiednikiem amerykańskiej SEC, chce, aby banki inwestycyjne nie publikowały analiz dotyczących spółek, których pierwotną ofertę sprzedaży akcji (IPO) akurat obsługują. Embargo na publikowanie analiz trwałoby w okresie trzydziestu dni przed i po planowanej emisji. "Inwestorowi, który będzie chciał dowiedzieć się szczegółów na temat emitenta, w tym okresie powinien wystarczyć prospekt emisyjny" - czytamy w raporcie FSA. Komisja naciska też, aby przed emisją bank inwestycyjny miał znacznie ograniczone możliwości handlu akcjami obsługiwanej firmy. Prawdopodobnie wprowadzi też częste kontrole raportów, aby oceniać, czy prognozy w nich zawarte pokrywają się z prawdziwą kondycją giełdową i finansową badanej spółki.
Analityk pod lupą
FSA dużo uwagi poświęca też samym autorom analiz. Proponuje nałożenie na nich obowiązku informowania, jeśli kiedykolwiek byli oni zaangażowani finansowo w akcje ocenianej spółki. Ogólnie zaleca, by autorami raportów były osoby, które nigdy takich powiązań nie miały. Ponadto analitycy mają mieć obowiązek informowania, czy ich prognozy pokrywały się z rzeczywistością w ciągu ostatnich trzech lat.
- Odkryliśmy kilka przypadków konfliktu interesów i stąd nasza reakcja. Projekt nowych przepisów w bardzo dużym stopniu wzorowany jest na tym, co jest wdrażane na Wall Street - podkreśla prezes FSA Howard Davies. W ubiegłym roku nowojorski prokurator Eliot Spitzer oskarżył największe banki inwestycyjne z Wall Street o wydawanie stronniczych rekomendacji i ostatecznie przeforsował wprowadzane właśnie zmiany przepisów dotyczących publikacji analiz. Zmusił też największych potentatów branży do zapłacenia kar sięgających łącznie 1,4 mld USD. Według H. Daviesa, projekt przyszykowany przez FSA pokrywa się w większości z rozwiązaniami wprowadzanymi w USA, choć w niektórych przypadkach jest nawet bardziej radykalny.
Krytyka w City