Diagnozowałem niedawno na łamach PARKIETU jednostkę chorobową o nazwie "regulacyjny obłęd", która toczy nasz parlament. Wiara w naprawianie świata na drodze mnożenia drobiazgowych przepisów rodzi upiorne skutki. Nie sposób się w tym połapać, a obywatel nie może zasłaniać się nieznajomością prawa. Ostatnio nasila się inna przypadłość, groźniejsza nawet niż biegunka legislacyjna. Mianowicie, regulacyjny populizm. Polega on na kreowaniu norm równie nierealnych jak 100 mln dla każdego. Penetruje głównie obszar zmian własnościowych, jako obszar społecznego lęku i tym samym politycznych łowów.
W poprzedniej kadencji Sejmu wiele energii i czasu pożerało zwalczanie nonsensownych projektów tzw. uwłaszczenia. Powracająca fala populizmu regulacyjnego idzie śladem awantury o Stoen i fatalnego dziś klimatu dla prywatyzacji. Wnioskowano na przykład o utratę mocy przez ustawę prywatyzacyjną. Co w zamian? "Zasadą prywatyzacji winno być tworzenie polskich grup kapitałowych z dominującą rolą przedsiębiorstw państwowych..." - piszą wnioskodawcy z Samoobrony. Zasadą prywatyzacji powinien być więc brak prywatyzacji. Ten pomysł mamy z głowy, ale rodzą się następne. W modzie są inicjatywy śledcze, na wzór Rywingate. Choćby pomysł (znowu Samoobrona) powołania komisji, celem przebadania wszystkich umów prywatyzacyjnych od roku 1989. Bagatela, kilka tysięcy umów. Inna komisja śledcza - niestety, wkład Prawa i Sprawiedliwości - miałaby przeorać nie tylko umowy prywatyzacyjne, ale wszelkie umowy międzynarodowe i handlowe z lat 1990-2002 co do zgodności z zasadami bezpieczeństwa energetycznego i paliwowego państwa. Kawał roboty, do tyłu, zamiast do przodu! Ale jakie pole dla politycznych porachunków!
Najnowszy kłopot z tej serii jest dziełem PSL-u. Zawarte umowy prywatyzacyjne mają być jawne. Uzasadnienie? Poszanowanie tajemnicy handlowej jest źródłem korupcji oraz nieporozumień wokół prywatyzacji! Wnioskodawcy przeoczyli, że każda prywatyzacja ma odsłonę informacyjną - komunikat o cenie, liczbie sprzedanych akcji, zobowiązaniach inwestycyjnych, przywilejach socjalnych itp. Resztę mogą poznać posłowie, NIK i inne uprawnione organy. Detale zupełnie nie interesują opinii publicznej, za to - zwłaszcza biznesplan - interesują konkurencję. Inicjatywa łamania tajemnicy handlowej w majestacie prawa byłaby więc aktem szkodnictwa gospodarczego i straszakiem na inwestorów, którzy i tak omijają Polskę. Zaś źródła konfliktów wokół prywatyzacji tkwią gdzie indziej - w polityce, bowiem awanturę o "wyprzedaż majątku za bezcen" można wszczynać przy każdej okazji. Zaraza populizmu regulacyjnego zatacza coraz szersze kręgi. Wrócił, z przyzwoleniem rządzącej koalicji, zamach Samoobrony na politykę pieniężną i bank centralny. Jako jedyny sprzeciwił się temu marszałek Borowski, co budzi nadzieję, że świadomość zagrożeń dotarła do kierownictwa Sejmu.