Polscy rolnicy dostaną w pierwszych trzech latach po wejściu naszego kraju do UE dopłaty w wysokości 55, 60 i 65% poziomu dotacji otrzymywanych dziś przez farmerów w Unii Europejskiej. Dostaną, jeżeli w budżecie naszego kraju znajdą się pieniądze na uzupełnienie środków przeznaczonych na ten cel przez Unię. Zdaniem Jarosława Kalinowskiego, wicepremiera i ministra rolnictwa, do osiągnięcia wyżej wymienionych poziomów będzie trzeba zarezerwować w państwowej kasie od 1,5 do 2 mld zł rocznie. Jego zdaniem jednak, już dziś duża część tej sumy wydawana jest na różnego rodzaju pomoc dla rolników, czego nie będzie można robić po 1 maja 2004 roku. Środki te będzie więc można przeznaczyć na dopłaty.
Wśród nich są przede wszystkim pieniądze przeznaczane na interwencje na rynku rolnym, dopłaty do oprocentowania kredytów preferencyjnych, paliwa rolniczego i wydatki na renty strukturalne. Z danych uzyskanych w resortach rolnictwa, finansów, Agencji Rynku Rolnego i Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wynika, że najwięcej pieniędzy przeznacza się na interwencje na rynku rolnym. W planie wydatków ARR na 2003 rok zapisano dotację z budżetu państwa dla tej agencji na poziomie prawie 700 mln zł. Ponadto 340 mln zł ARR ma dostać z Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, co łącznie daje kwotę ponad miliarda złotych. Z kolei gdy rolnicy stracą możliwość korzystania z paliwa rolniczego, w budżecie przybędzie 630 mln zł. Ponadto państwo wydaje co roku ok. 150 mln zł na dopłaty do oprocentowania preferencyjnych kredytów dla rolników, 26 mln zł na zalesianie i 7 mln zł na renty strukturalne. Łącznie daje to sumę ponad 1,8 mld zł. Z naszych wyliczeń wynika zatem, że aby nasi rolnicy dostali maksymalne dopłaty, jakie polskim władzom udało się wynegocjować w Brukseli, minister finansów będzie musiał wygospodarować na ten cel zaledwie 200 mln zł rocznie w pierwszych trzech latach po akcesji. Na razie rząd unika jasnych deklaracji, czy pieniądze się znajdą. Założenia do budżetu na 2004 rok poznamy prawdopodobnie w połowie br.