W polskim prawie nie istnieje instytucja pozwów zbiorowych. Akcjonariusze i wierzyciele firmy, którzy poczuli się przez nią oszukani, muszą indywidualnie dochodzić swoich roszczeń. Z reguły nie robią tego, zniechęceni skomplikowanymi i ciągnącymi się w nieskończoność procedurami sądowymi. Nie znam na rynku kapitałowym przypadku, w którym udałoby się akcjonariuszom skutecznie pozwać spółkę i jej menedżerów do naprawienia poczynionych przez nich szkód. Nie dlatego, bynajmniej, że nie było powodów do występowania z powództwami. Sprawa 4Media może stać się precedensem. Szanse na odzyskanie od tej spółki pieniędzy są żadne, ale uzyskanie wyroków na jej niekorzyść da, miejmy nadzieję, do myślenia innym emitentom i zachęci do działania inwestorów w kolejnych przedsiębiorstwach. Równie precedensowe - i być może zdecydowanie bardziej efektywne finansowo - może się okazać uzyskanie wyroków na niekorzyść menedżerów spółki.
Deklaracja Komisji skierowana do akcjonariuszy i wierzycieli 4Media zasługuje więc na pełne poparcie. Jej przewodniczący będzie się przyłączał do postępowań, o których zostanie powiadomiony. To dobry pomysł, aby udzielać wsparcia. Myślę, że potrzebne jest ono akcjonariuszom i wierzycielom nie tylko ze strony Komisji, ale także innych organizacji i instytucji rynkowych, np. Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. W interesie wszystkich jest bowiem, żeby sprawa 4Media stała się w kwestii dochodzenia roszczeń odszkodowawczych przełomem na naszym rynku.
Cieszę się, że KPWiG chce, aby doszło do wspomnianego przełomu. Zgłoszona przez nią deklaracja dotycząca uczestnictwa przewodniczącego Komisji w ewentualnych procesach uzasadnia jednak, jak podejrzewam, inną jej decyzję - o niekaraniu spółki. Kara finansowa i tak nic by nie dała - Komisja ustawiłaby się w kolejce po pieniądze, których firma po prostu nie ma. W grę mogło jednak wchodzić wycofanie emitenta z obrotu publicznego. Ale w takim przypadku przewodniczący KPWiG nie mógłby się najprawdopodobniej przyłączać do toczących się postępowań. Komisja zdaje się więc mówić: chcemy pomóc inwestorom i wierzycielom, ale aby pomoc miała konkretny wymiar, musieliśmy zostawić spółkę na rynku. Mnie się jednak zdaje, że pomoc mogłaby mieć konkretny wymiar nie tylko w takiej sytuacji. Przecież po wycofaniu 4Media z obrotu Komisja mogłaby udzielać pokrzywdzonym wsparcia, zapewniając im pomoc prawną i udostępniając materiał dowodowy, który zgromadziła w toku prowadzonego przez siebie postępowania.
Wybierając inną drogę, znalazła się w bardzo dwuznacznym położeniu. Powiedziała "a", ale nie powiedziała "b". Stwierdziła przecież, że 4Media naruszyła podstawowe obowiązki spółki publicznej - zatajała wyniki finansowe, prowadziła kreatywną księgowość, a jej menedżerowie manipulowali kursem, wykorzystywali informacje poufne i wyprowadzali majątek z przedsiębiorstwa. Komisja musi być o tym przekonana, skoro skierowała sprawę do prokuratury. I co? I dla takiej spółki wciąż jest miejsce na rynku publicznym?
Żeby była jasność - nie zależy mi na tym, aby akurat 4Media zniknęła z obrotu. Chodzi mi raczej o zasady. Komisja wykazała się pragmatyzmem, ale zapomniała chyba o idei rynku publicznego. Dla mnie wciąż jest to miejsce, a w każdym razie powinno być, wyjątkowe, ekskluzywne, dla elity przedsiębiorstw. Wszystkich, którzy tego nie rozumieją, należy z niego jak najszybciej usuwać. Inaczej idea rynku publicznego z każdym dniem wietrzeje, co sprawia, że odsuwają się od niego zarówno inwestorzy, jak i potencjalni emitenci.