Dlaczego w Polsce potrzebne jest nowe prawo ubezpieczeniowe?
Trudno nazwać to, co, obecnie w Polsce funkcjonuje prawem ubezpieczeniowym. Sferę ubezpieczeń reguluje u nas ustawa o działalności ubezpieczeniowej z 1990 roku, która stworzyła prawne regulacje wykreowania w Polsce rynku ubezpieczeniowego. Ale bardzo szybko okazało się, że jest ona niewystarczająca. Konieczne były kolejne nowelizacje. Największa z nich miała miejsce w roku 1995 i wprowadziła nowe instytucje, przede wszystkim instytucję nadzoru ubezpieczeniowego i rzecznika ubezpieczonych. Wprowadzała także wiele regulacji o charakterze gwarantującym bezpieczeństwo uczestników rynku. Mieliśmy już bowiem doświadczenia z bankructwem kilku towarzystw ubezpieczeniowych.
Ale już wówczas trwała dyskusja, czy ustawę nowelizować, czy przygotować zupełnie nowe prawo. Dlatego też z inicjatywy Polskiej Izby Ubezpieczeń rozpoczęto prace nad przygotowaniem pakietu ustaw ubezpieczeniowych. Chodziło o to, aby nowe ustawy wyeliminowały wiele prawnych potworków, które powstały w wyniku kolejnych nowelizacji. Powołano zespół do spraw kodyfikacji prawa ubezpieczeniowego. Ustawy przygotowano i w 2000 roku trafiły one do sejmowych komisji. Ustawy te w niezłej formie przeszły przez parlament, ale prezydent zdecydował, że ich nie podpisze. Do prac trzeba było przystąpić od nowa po zmianie parlamentu. Ministerstwo finansów przedstawiło projekty, z tym że były to projekty wcześniejsze, tyle że dostosowane do nowych wymogów, głównie politycznych. W naszym mniemaniu są one dużo gorsze od tych, które przygotowaliśmy wcześniej. Zaciążyły na tym dwie kwestie: zmiana formuły nadzoru ubezpieczeniowego, tzn. połączenie PUNU i UNFE w jeden urząd - KNUiFE oraz kryzys gospodarczy, z jakim mamy do czynienia na świecie.
Co w projektowanych ustawach ubezpieczeniowych szczególnie się Panu nie podoba?
Wprowadzono tam szereg różnego rodzaju zapisów, które, krótko mówiąc, odbiegają od praktyki europejskiej. Chodzi szczególnie o uprawnienia organu nadzoru. Tam, gdzie gospodarka jest nadregulowana, oddaje się szerokie kompetencje w ręce urzędników, bez możliwości odwołania się od ich decyzji. Ustawa w zbyt szerokim zakresie daje możliwości wydawania przez organ nadzoru tzw. zaleceń, łącznie z sankcjami za ich niewykonanie. Na takie zalecenia nieprzysługuje jednak skarga do NSA, bo nie są decyzjami o charakterze administracyjnym. Stąd największym problemem w tych ustawach jest zbyt szeroki zakres uprawnień organu nadzoru. Nam się marzy nadzór silny, kompetentny, w miarę możliwości apolityczny, niezależny. W dużej części udało nam się wpłynąć na zmiany i osiągnąć wiele naszych celów. Osiągnięciem jest np. rezygnacja przez stronę rządową z dość kuriozalnego pomysłu, jakim było ingerowanie KNUiFE w powoływanie części członków rad nadzorczych przez prezesa KNUiFE. Ale wciąż nadzór ma za dużo uprawnień.