Największą bolączką ubezpieczycieli była w ub.r., jak zgodnie przyznają, kontynuacja bessy na światowych rynkach oraz brak wzrostu gospodarczego. Spadające kursy akcji w znaczącym stopniu ograniczały możliwości aktywnego powiększania kapitału pochodzącego od ubezpieczonych. Najczęściej strat na tym polu nie zdołały zniwelować zwiększone przychody ze składek. W niektórych przypadkach podniesiono je w ciągu roku nawet o kilkadziesiąt procent. Dodatkowo, przychody ograniczały spadające stopy procentowe.
Niekorzystny wpływ na sytuację finansową towarzystw ubezpieczeniowych miała również fala roszczeń, składanych przez klientów - poszkodowanych np. przez działanie azbestu czy klęski żywiołowe. Firmy, szczególnie amerykańskie, były zmuszone oferować ubezpieczenia od ataków terrorystycznych, a nie zawsze były do tego chętne. Najlepiej, jeśli chodzi o wyniki finansowe, prezentowały się w ub.r. koncerny z Francji oraz USA. Gorzej było w przypadku zakładów szwajcarskich, niemieckich i brytyjskich.
Słaby Allianz...
Największy w Europie ubezpieczyciel - niemiecki Allianz - miał w 2002 r. najwięcej problemów wśród światowych potentatów branży. Nie jest to jednak przypadek. Na słabą sytuację spółki wpłynęła szczególnie duża podatność na ryzyko w trudnych warunkach makroekonomicznych, jakie panowały w ciągu całego roku.
Powodem bolączek Allianza jest zbyt duże zaangażowanie w różne niemieckie spółki. Ubezpieczyciel z Monachium ma udziały w połowie firm wchodzących w skład najważniejszego indeksu giełdy frankfurckiej - DAX. Sieć tych powiązań jest bardzo mocno skomplikowana i, wbrew pozorom, zarządowi nie jest łatwo (szczególnie w okresie największego nasilenia bessy) pozbyć się niechcianych aktywów. Jeśli doda się do tego 44-proc. spadek indeksu DAX w ub.r., ogromna wartość odpisów aktualizujących inwestycje Allianza nie budzi zdziwienia. Tylko w III kwartale 2002 r. wyniosły one 2 mld euro. Na ostatnie trzy miesiące roku planowano natomiast odpisy o wartości 500-600 mln euro.