Coroczny list do udziałowców Berkshire Hathaway czytany jest na Wall Street z ogromną uwagą. Buffett uchodzi bowiem za inwestycyjnego guru, a jego opinie mają duży wpływ na trendy na rynkach kapitałowych. W ciągu 38 lat publikowania listów szef Berkshire stał się jedną z najpilniej obserwowanych osób w inwestycyjnym światku.

Tym razem szef Berkshire dał do zrozumienia, że jego firma nie jest zainteresowana zakupem nowych akcji. Buffett od kilku lat ma zastrzeżenia do wartości rynkowej wielu spółek. Ze szczególną nieufnością odnosi się do sektora zaawansowanej technologii. Jego zdaniem, inwestycje w akcje powinny przynosić zwroty w skali roku w granicach 10% przed podatkami, aby Berkshire Hathaway zaczął się ponownie nimi interesować. Do tego czasu firma będzie tylko sporadycznie lokować środki w akcje.

Głównymi instrumentami finansowymi, którymi zainteresowany jest Buffett, są obligacje śmieciowe i inne papiery dłużne o sporym ryzyku. Tylko w 2002 roku Berkshire Hathaway zwiększył aż sześciokrotnie zaangażowanie kapitału w tych instrumentach, do 8,3 mld USD.

Największe zastrzeżenia Buffett miał wobec derywatów, które określił jako tykającą "bombę zegarową". Załamanie na tym rynku może bowiem zagrozić systemowi finansowemu Ameryki. Buffett opisał w liście kłopoty, jakie miał z wycofaniem się z tego rynku, po przejęciu przez Berkshire Hathaway spółki Gen Re pod koniec lat 90. Jeszcze dziś General Re Securities (taką nazwę przyjęto po fuzji) ma zawartych ponad 14 tys. kontraktów z 672 partnerami na całym globie. Jego zdaniem, ta forma inwestycji jest zdecydowanie zbyt ryzykowna.