Pierwotne deklaracje zarówno ze strony Narodowego Banku Polskiego, jak i rządu mówiły o roku 2007 jako dacie wprowadzenia w naszym kraju wspólnej waluty. Nardowy Bank Polski podtrzymuje tę deklarację, a prezes tej instytucji Leszek Balcerowicz liczy na skrócenie okresu, który nasz kraj musi spędzić w ERM2, systemie przygotowującym do członkostwa w Eurolandzie. W takim przypadku nasz kraj móglby zostać członkiem unii monetranej już w 2006 r.
Brakuje jednak ostatecznej deklaracji rządu. Rozpad koalicji może opóźnić decyzje Rady Ministrów w tej sprawie. Na dodatek wydaje się, że rządowi i tak się nie spieszyło do wprowadzenia euro. Wymagałoby to bowiem silnego ograniczenia deficytu budżetowego, co będzie trudne przy panującej w gospodarce dekoniunkturze. Jak stwierdziła Danuta Huebner, minister ds. europejskich, ze względu na możliwy wzrost deficytu budżetowego po wejściu Polski do UE wprowadzenie euro będzie możliwe dopiero w 2008 r. I to przy kursie wspólnej waluty na poziomie 4 zł.
Zdaniem analityków, rok 2008 to obecnie najbardziej prawdopodobna data wejścia naszego kraju do strefy euro.
- Nasz scenariusz bazowy zakłada, że euro może zostać wprowadzone w Polsce dopiero w 2008 r. - powiedział Jacek Wiśniewski, szef biura prognoz i analiz w banku Pekao SA. - Wcześniejsze wejście do Eurolandu będzie raczej niemożliwe ze względu m.in. na konieczność ograniczenia deficytu budżetowego.
- Wcześniej ocenialiśmy, że najwcześniejszym relanym terminem jest rok 2007 - powiedział Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP. - Jednak w sytuacji, gdy według premiera Kołodki kryterium deficytu budżetowego będziemy spełniać dopiero w 2006 r., wejście do strefy euro rok później nie będzie możliwe. W tej sytuacji bardziej prawdopodobny jest rok 2008, a nie zdziwiłbym się, gdyby nastąpiło to w 2009 r. czy później - dodał.