- We wszystkich pomieszczeniach biurowych zostały wymienione zamki, co spowodowało, że na drugi dzień pracownicy nie mogli dostać się do swoich pokoi - mówi Helena Zych, odwołana w styczniu tego roku, wieloletnia prezes Poligrafii. - To prawda, że zmieniliśmy zamki. Ale jest to rutynowe działanie w wypadku znaczących zmian w zarządzie. Prezesi firm posiadają tak dużo informacji, że mogliby je wykorzystać w różnych celach. Niezależnie od tego, kto jest odwoływany i w jakim rejonie świata, fundusz stara się zabezpieczać interesy akcjonariuszy, a taka procedura to jedna z metod. Na pewno nie było to działanie wymierzone w poprzedni zarząd spółki - twierdzi Jacek Pogonowski, przedstawiciel The Baring CEF, posiadającego 56% akcji Poligrafii.
Zatrudnienie w Poligrafii stracili również Andrzej Zych (mąż byłej prezes) i córka Anna Dąbrowska. - Chciałbym zaznaczyć, że w firmie pozostają w dalszym ciągu inni członkowie rodziny pani Zych, którzy są nam bardzo potrzebni. Nie zwalniamy ludzi tylko dlatego, że są rodziną odwołanej prezes. Pracę w spółce straciło kilkanaście osób, głównie z administracji - mówi J. Pogonowski.
Helena Zych twierdzi, że dobry polski menedżer przestaje być w Polsce szanowany. Zastępuje się go ludźmi z zagranicy. J. Pogonowski zdementował pogłoski, jakoby kluczowe stanowiska w spółce miały zostać obsadzone zagranicznymi fachowcami.
- Będziemy w dalszym ciągu promować polską kadrę. W ciągu ostatnich kilku miesięcy udało nam się pozyskać kilku dobrych fachowców, którzy nie są obcokrajowcami. Uważam jednak, że to nic złego zatrudnić fachowca z zagranicy - mówi J. Pogonowski.
Zdaniem przedstawiciela funduszu, zarząd Poligrafii w ciągu ostatnich dwóch lat nie potrafił skutecznie zaradzić pogarszaniu się wyników finansowych. W 2002 r., mimo wzrostu przychodów i zysku operacyjnego, spółka odnotowała stratę netto w wysokości 8,3 mln zł. Składa się na nią około 6 mln zł strat na ujemnych różnicach kursowych i prawie 2 mln zł rezerwy na zwolnienia. Z kolei zdaniem H. Zych, prezentowane przez spółkę wyniki, a w szczególności stworzenie rezerwy, to po prostu manipulacja. - Rezerwy te powinny obciążyć wynik bieżącego roku. Mam nadzieję, że audytor, którym jest PricewaterhouseCoopers, zakwestionuje taki zabieg - mówi H. Zych. Jej zdaniem, decyzje o odwołaniu zarządu i kolejnych zwolnieniach zapadły w roku 2003, więc nie powinny być zaliczane do kosztów roku poprzedniego.H. Zych przyznaje, że ostatnie dwa lata były okresem spadku wyników, ale, jej zdaniem, trzeba mieć na uwadze fakt, że to właśnie w tych latach nastąpiły największe w dotychczasowej historii spółki inwestycje. - Rok 2000 był dla spółki świetny. W 2001 r. finanse zaczęły wyglądać gorzej, ale to m.in. ze względu na wysokie inwestycje, przede wszystkim zakup firmy Marquard Press - przyznaje J. Pogonowski. Jego zdaniem jednak już w pierwszym półroczu 2002 r. firma nie ponosiła wysokich nakładów na inwestycje i powinna była zacząć zarabiać. - Tymczasem w dalszym ciągu wysokie były koszty działalności spółki. W sierpniu zobowiązaliśmy zarząd do przedstawienia w ciągu 60 dni planu ich obniżenia, a zarazem poprawy wyników finansowych spółki. Czekaliśmy do końca roku. Niestety, bezskutecznie - twierdzi. J. Pogonowski. Jego zdaniem, nikt nie ma pretensji do byłego zarządu firmy, że zeszłoroczne straty na różnicach kursowych wyniosły przeszło 6 mln zł. - To jest ryzyko prowadzenia działalności. Spółka nie zabezpieczała się przed zmianami kursowymi, o czym wiedziała również rada nadzorcza. Nikt jednak nie spodziewał się takiej destabilizacji polskiej waluty - twierdzi J. Pogonowski.