Reklama

Niedouczeni właściciele firm

Polski system prawny i słabe przygotowanie przedsiębiorców do rozwijania swojej działalności - to największe zagrożenia, które mogą dać o sobie znać po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Krótkowzroczna polityka zarządów i problemy z finansowaniem - to, jak twierdzą specjaliści, nie wróży dobrze polskiej przedsiębiorczości po integracji ze wspólnotą.

Publikacja: 08.03.2003 08:45

Według Andrzeja Szewczyka z Euro Info Centre, trudno o jednoznaczną definicję zagrożeń, na które mogą się natknąć firmy po przystąpieniu naszego kraju do UE. - Inaczej to będzie wyglądać w budownictwie, inaczej np. w branży drzewnej - mówi. I dodaje, że najlepszym sposobem na wyeliminowanie niebezpieczeństw jest szukanie informacji na ich temat. A na tym przedsiębiorcom specjalnie nie zależy.

Konkurowanie niską ceną

Tymczasem muszą oni drastycznie zmienić swój sposób myślenia o prowadzeniu biznesu. Dziś konkurują głównie niską ceną, a innowacyjność produktu, wprowadzanie nowych metod zarządzania, ład korporacyjny i poprawa jakości schodzą na dalszy plan. Takie wnioski wynikają m.in. z badań przeprowadzonych na zlecenie Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. Badane firmy osiągały przewagę nad swoimi unijnymi konkurentami dzięki niskim cenom. Na drugim miejscu ankietowani wskazywali jakość. Na trzecim znalazło się nowatorstwo oferty. Na razie firmy prywatne nie odczuwają zbyt silnej presji ze strony zagranicy. Ich główni konkurenci to przedsiębiorstwa krajowe.

Jak dotąd sektor MSP (małe i średnie przedsiębiorstwa), reprezentowany głównie przez firmy prywatne, i tak wypada lepiej niż podmioty sektora publicznego. Dane zebrane przez Nicom Consulting świadczą o tym, że państwowe firmy przegrywają z prywatnymi pod względem rentowności i efektywności. W przypadku firm prywatnych wskaźnik rentowności poprawił się z 0,8% w 2001 r. do 1% w 2002 r. Tymczasem rentowność przedsiębiorstw sektora publicznego wyraźnie się pogarsza. Z danych zebranych przez Nicom wynika, że wskaźnik dla państwowych firm wynosił na koniec września ub.r. ok. minus 1,2%. Rok wcześniej było to minus 0,6%. Zdaniem Arkadiusza Krężela, prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu, niska rentowność dużych przedsiębiorstw nie jest wyłącznie efektem złego gospodarowania. I dlatego potrzebna była pomoc państwa.

Pomagać dużym czy nie?

Reklama
Reklama

Szef ARP dodaje, że przy tak dużym bezrobociu nie możemy sobie pozwolić na bankructwa dużych firm. Stąd program pomocy publicznej dla tych podmiotów. Obecnie bierze w nim udział 46 przedsiębiorstw. - Rozwiązania takie, jak ustawa o pomocy dla dużych przedsiębiorstw, są szansą na lepszą pozycję polskiej gospodarki w Europie i złagodzenie szoku, który będzie się wiązał z wejściem w nowy układ bardziej restrykcyjnego prawa i większych wymagań ekonomicznych - ocenia Arkadiusz Krężel.

Prezes ARP uważa, że pomaganie dużym firmom jest do przyjęcia i stosuje je większość rozwiniętych państw, w tym kraje Unii Europejskiej. - Dzieje się to zwłaszcza tam, gdzie chodzi o tak pryncypialne rzeczy, jak ochrona miejsc pracy. Po 12 latach współpracy z tzw. wolnym rynkiem powinniśmy zdjąć różowe okulary i patrzeć na to bardziej realnie. Dla mnie większe znaczenie ma budowanie nowych miejsc pracy i kreowanie rynków innowacyjnych, niż dążenie do utopii. Lepiej może skalać ideę liberalizmu, wprowadzając ustawę o pomocy dla dużych przedsiębiorstw, niż narazić się na rewolucję - mówi A. Krężel.

Bankructwa

to rzecz naturalna

Upadków przedsiębiorstw (i państwowych, i prywatnych), wymuszonych nową sytuacją na rynku po integracji z UE, nie obawia się Krzysztof Dzierżawski z Centrum im. Adama Smitha. Według niego, z pewnością część firm upadnie, jednak dzięki temu zostaną uwolnione zasoby, które mogą zostać wykorzystane przez inne gałęzie gospodarki. I dlatego katastroficzne wizje upadku polskiej gospodarki po przystąpieniu do UE są z gruntu fałszywe. Jego zdaniem, nawet przy założeniu, że wszystkie branże przegrają w zmaganiach z unijną konkurencją, trudno sobie wyobrazić, że polscy przedsiębiorcy przestaną działać. Jak mówi K. Dzierżawski, model przedsiębiorczości może się co najwyżej zmienić na bardziej wydajny.- W Polsce są dwa miliony przedsiębiorców. To od nich będzie zależeć kształt gospodarki. Akcje oddłużeniowe czy też próby stymulowania polityki kredytowej w bankach nie mają sensu - uważa. Jego zdaniem, to nie zagraniczna konkurencja jest największym zagrożeniem dla firm. - Wszystkie plagi, które je trapią, nie mają z nią nic wspólnego. Od 12 lat przedsiębiorczość w Polsce jest tłamszona przez klasę polityczną - mówi Krzysztof Dzierżawski.

Bariery prawne

Reklama
Reklama

To ciemiężenie - według właścicieli firm - przejawia się m.in. w stworzeniu zagmatwanego i niesprzyjającego przedsiębiorczości systemu prawnego. Trudno znaleźć pracodawcę, któremu nie przeszkadzałaby niska jakość polskiego prawa. W powszechnym odczuciu przepisy są zbyt skomplikowane, a praktyka ich stosowania w urzędach pozostawia wiele do życzenia. Z minisondy, jaką przeprowadził PARKIET w największych organizacjach pracodawców, wynika, że w tym negatywnym rankingu przewodzi prawo podatkowe. Właścicieli firm denerwują zwłaszcza niektóre nowe przepisy ordynacji podatkowej, które - według nich - dają fiskusowi zbyt dużą władzę i mogą być przyczyną nadużyć.

Analitycy nie mają wątpliwości: dziś polskie firmy mają dużo gorsze warunki startu niż ich unijni konkurenci. Z raportu firmy Grant Thortnon wynika, że odsetek polskich MSP, wskazujących tzw. istotne bariery w rozwijaniu działalności, jest niemal dwukrotnie wyższy niż w przypadku przedsiębiorstw z UE. Jakość ustawodawstwa to jedna z takich właśnie barier. Wskazało na nią 54% badanych polskich firm. Dla Unii średni wskaźnik wynosi 35%, choć trzeba zaznaczyć, że w niektórych krajach przepisy są jeszcze gorzej oceniane niż u nas. We Francji 64% MSP wskazało na nie jako na główną barierę rozwoju.

Pasywność nie pomaga

Jednak eksperci zwracają uwagę, że ta część polskiego systemu prawnego, która musiała być dostosowana do wymogów unijnych, jest już z nimi zgodna w niemal 90%. A wniosek z tego taki, że firmy nie mają co liczyć na diametralną zmianę warunków działania po akcesji. Co więcej, mogą spodziewać się zaostrzenia niektórych zasad, choćby obłożenia podatkami pośrednimi kolejnych towarów i usług, które obecnie cieszą się stawkami preferencyjnymi. Poza tym pewne jest, że firmy, chcące wejść na wspólny rynek, będą musiały stosować ostre kryteria, dotyczące jakości i standardów sprzedawanych towarów. Jak mówi Andrzej Szewczyk z Euro Info Centre, przedsiębiorcy już dziś powinni szukać informacji na ten temat. Na razie zaś nie kwapią się do tego.

- Największe niebezpieczeństwo związane z akcesją wynika stąd, że firmy nie starają się do niej przygotować. W najmniejszych przedsiębiorstwach dochodzi jeszcze problem niewystarczającej edukacji osób zarządzających. Tacy menedżerowie często działają intuicyjnie. Z tego mogą wynikać trudności z pozyskaniem różnych instrumentów finansowych. Małe firmy mają chociażby duże problemy z przedstawieniem biznesplanów. To może być bariera w uzyskaniu funduszy unijnych - ocenia A. Szewczyk.

Przedsiębiorco, zacznij się uczyć

Reklama
Reklama

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, eksperta Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, wielu dzisiejszych przedsiębiorców nie ma teoretycznego przygotowania do prowadzenia biznesu. Coraz więcej z nich to ci, których do założenia firmy zmusiło bezrobocie. - Oni nie mają jednej ważnej cechy: potrzeby ciągłego uczenia się i podnoszenia kwalifikacji. Niestety, poziom innowacyjności tych firm będzie stosunkowo niski w przyszłości. Działania ich właścicieli są krótkowzroczne - mówi J. Mordasewicz.

Badania PKPP wskazują, że coraz mniej osób z wyższym wykształceniem decyduje się na działalność na własny rachunek. Wśród najkrócej działających firm zaledwie 19% jest prowadzonych przez takich przedsiębiorców. - Fakt, że w Polsce coraz mniej ludzi po studiach decyduje się na prowadzenie własnej firmy, oznacza, że jest to coraz cięższy kawałek chleba. Łatwiej pracować u kogoś, niż na swoim - ocenia J. Mordasewicz.Słabość merytoryczna szefów firm to nie tylko cecha małych osiedlowych sklepów. Zdaniem prezesa Arkadiusza Krężela, także większość zarządów dużych przedsiębiorstw nie zmieniła swojego sposobu myślenia i nie próbuje szukać nowych technologii, które decydowałyby o konkurencyjności ich zakładów. - Każda rzecz, która powoduje zmniejszenie kosztów przy jednoczesnej poprawie jakości, jest nową technologią. Jest nią np. nowoczesne wzornictwo, które kreuje markę. Nowa technologia to także nowoczesne zarządzanie. To dotyczy każdej branży i nie należy tego wąsko traktować - mówi szef ARP.

Najbardziej uciążliwe przepisy i sposoby stosowania prawa przez urzędników według pracodawców

Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej

Konfederacji

Reklama
Reklama

Pracodawców

Prywatnych:

Wiele przepisów ordynacji podatkowej jest niekorzystnych dla przedsiębiorców. Jednak wyjątkowo niebezpieczny jest art. 24a, czyli klauzula obejścia prawa. Pracodawców niepokoi fakt, że skutek podatkowy zależy od oceny umów dokonanej przez przedstawicieli fiskusa. Mogą oni np. zwiększyć dochód lub zmniejszyć stratę firmy i w związku z tym wymierzyć większy podatek. W tym katalogu trzeba też wymienić art. 34 ordynacji, mówiący o poszerzeniu przedmiotu hipoteki, i art. 41 o poszerzeniu zastawu skarbowego na majątek osób trzecich i następców prawnych podatnika, z możliwością rozciągnięcia zabezpieczenia zobowiązań podatkowych na te osoby. Według przedsiębiorców, niebezpieczne jest objęcie przedmiotem hipoteki i zastawu całego majątku, nawet tego niezwiązanego z prowadzoną działalnością gospodarczą. Zmiany te oznaczają pogorszenie sytuacji podatnika w porównaniu z dotychczasowym stanem prawnym.

Oprócz zapisów ordynacji należy wskazać art. 14 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz art. 12 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (zaliczenie do przychodu kwot należnych, choćby nie zostały otrzymane). Dla przedsiębiorców te dwa przepisy są bardzo kosztowne. Narzucają one płacenie podatku od przychodu, którego faktycznie nie otrzymali.

Kolejny przepis to art. 92/1 Kodeksu pracy. Okres, w jakim pracodawca wypłaca pracownikowi wynagrodzenie chorobowe (80% wynagrodzenia do 33 dni w ciągu roku), jest nadal zbyt długi i powoduje nadmierne koszty. Powinien on zostać skrócony tak, aby ZUS przejmował ww. zobowiązanie najpóźniej po 15 dniach. W kodeksie jest jeszcze art. 134/1. Stawki za godziny nadliczbowe są nadal za wysokie i dla przedsiębiorców oznaczają nadmierne koszty.

Reklama
Reklama

Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich:

Trzeba wymienić trzy artykuły znowelizowanej ordynacji podatkowej: art. 14, 24a i 24b. Nowela utrzymuje nałożony na ministra finansów obowiązek wydawania jednolitej interpretacji urzędowej, a zarazem stwierdza, że zastosowanie się podatnika do interpretacji ma mu nie szkodzić. Administracja skarbowa przepisem art. 14 zdejmuje z siebie odpowiedzialność za własne błędy i przenosi ją na podatników. Jeszcze groźniejsze mogą być skutki nadużywania art. 24a i b. Wprowadzają one obowiązek "pomijania" przez organa podatkowe (podczas rozstrzygania spraw podatkowych) tych skutków podatkowych czynności prawnych wykonywanych przez podatnika, które przyniosły mu wyłącznie lub głównie pozytywne skutki fiskalne. Tymczasem jeżeli podatnik, chcąc osiągnąć efekt ekonomiczny, wybierze drogę najkorzystniejszą ze względu na podatki, czyli - np. leasing zamiast kupna za gotówkę - to od 1 stycznia każdy organ podatkowy będzie miał obowiązek pominąć to i opodatkować podatnika według gorszego wariantu.

Nadal niejasnych jest wiele przepisów w prawie pracy, choćby ten, zgodnie z którym pracodawca musi ponieść koszty odpłatności za przerwy w pracy tzw. monotonnej. Tymczasem nie ma definicji pracy monotonnej. Może nią być nawet 8 godzin spędzonych za biurkiem.Zygmunt Janiec,

Izba Przemysłowo-

-Handlowa Inwestorów Zagranicznych:

Reklama
Reklama

Przedsiębiorcy zrzeszeni w naszej izbie wskazują na uciążliwość niektórych przepisów ustawy o zamówieniach publicznych - choćby wymogu poświadczania własnoręcznym podpisem przez członka zarządu każdej strony dokumentacji przetargowej. Czasem jest to niemożliwe ze względów czysto technicznych - np. osoba upoważniona przebywa za granicą. Inny problem to stosunkowo wysokie koszty rejestracji spółek. Według wyliczeń naszych prawników, dziś jest to minimum 3 tys. zł. Nasi przedsiębiorcy uważają także, że należy ograniczyć prawa notariuszy do ingerowania w treść poświadczanych umów. Ich rola powinna się ograniczać tylko do poświadczania autentyczności podpisów. To, co jest szczególnie uciążliwe, to duże uprawnienia urzędników przy interpretowaniu prawa. To mechanizm korupcjogenny. W działalności na polskim rynku przeszkadzają też sztywne procedury uzyskiwania certyfikatów. Dostęp do potrzebnych dokumentów powinien być ułatwiony. Mogłoby to się odbywać np. drogą elektroniczną.

Jednak na szczególną uwagę zasługuje polskie prawo podatkowe. Naszym zdaniem, stawki podatku dochodowego od firm są zbyt wysokie. Do tego dochodzą nadmierne obciążenia związane z legalnym zatrudnianiem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama