Piątkowe sesje w Nowym Jorku niczym nie różniły się od większości poprzednich w ostatnim czasie. Znów rozpoczęły się od spadków, do których przyczyniło się wiele czynników. Najważniejszym z nich był utrzymujący się strach przed wojną w Iraku spotęgowany wypowiedziami prezydenta Busha, który stwierdził, że Stany Zjednoczone są gotowe zaatakować ten kraj nawet bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ. Ponadto niepokój wśród inwestorów wzbudziły najnowsze dane makroekonomiczne, mówiące o wzroście stopy bezrobocia w USA, do 5,8%. Negatywnym czynnikiem był też raport opublikowany przez największego na świecie producenta mikroprocesorów - Intela, który ostrzegł, że nie będzie w stanie zrealizować prognoz. Później jednak nastroje na rynkach nieco się poprawiły, gdy nadeszły wieści o ujęciu w Pakistanie dwóch synów Osamy bin Ladena. Pobudziło to plotki, że służby specjalne są również bliskie złapania najbardziej poszukiwanego terrorysty świata. Do godz. 18.00 indeks Dow Jones wzrósł o 0,36%, a Nasdaq Composite o 0,02%.

Spadkami zakończyła też tydzień większość giełd zachodnioeuropejskich. Najważniejsze indeksy znajdują się już na najniższych poziomach od lat. Londyński FT-SE 100 stracił 1,79%, a liderem spadków była agencja reklamowa WPP, której zaszkodziły słabe wyniki amerykańskiego konkurenta Interpublic Group. Paryski CAC-40 stracił 2,26% i znalazł się na najniższym poziomie od 5 lat. Inwestorzy najchętniej pozbywali się papierów producenta sprzętu elektronicznego Thomson Multimedia. Wciąż taniały też papiery koncernu medialnego Vivendi Universal, który w ub.r. zanotował największą stratę w historii francuskiego rynku. Lepiej zachował się frankfurcki DAX, który do godz. 18.00 wzrósł o 0,08%. Warto jednak pamiętać, że to właśnie niemiecki wskaźnik był liderem spadków od początku bieżącego roku. Wprawdzie taniały m.in. papiery ubezpieczycieli - Allianz i Munich Re, ale wzrósł np. kurs akcji firmy produkującej sprzęt medyczny - Fresenius, gdzie doszło do gruntownych zmian w zarządzie.