W ciągu trzech lat od szczytu technologicznej hossy główny indeks rynku Nasdaq stracił na wartości prawie 75%. Spółki wchodzące w skład indeksu Nasdaq 100 straciły na wartości 2,5 bln USD. Spadek ten ustępuje jedynie wielkiej bessie po giełdowym krachu z 1929 r. Wówczas Dow Jones obniżył się aż o 89%.
Trzecia rocznica pęknięcia internetowej bańki została zauważona w USA. Media finansowe poświęciły sporo uwagi na analizę wydarzeń, które doprowadziły do jednego z największych kryzysów rynków kapitałowych w historii. Nie zabrakło także okolicznościowych zestawień dotyczących wartości spółek internetowych i technologicznych oraz artykułów o dzisiejszych losach głównych bohaterów wielkiej hossy.
Dla wielu Amerykanów, którzy dopiero w latach 90. zaczęli lokować oszczędności na Wall Street, obecny głęboki rynek niedźwiedzia jest pierwszym, doświadczanym na własnej skórze. W krachu z 1987 r. uczestniczyli przede wszystkim profesjonalni inwestorzy, gdyż lokowanie na giełdzie nie cieszyło się wówczas taką popularnością wśród Amerykanów.
Bilans trzech lat bessy i upadku internetowych spółek jest bolesny. Z publikowanego przez "USA Today" indeksu Internet 100, aż 52 korporacje nie są już w ogóle notowane na Nasdaq. Straciły także największe technologiczne spółki, które były filarami giełdowej hossy. Wartość akcji Microsoftu w ciągu trzech lat obniżyła się o 53%, Intela o 74%, a Cisco Systems o 81%. Nie wszystkie akcje traciły na wartości. Mimo głębokiego rynku niedźwiedzia siedem z 30 komponentów indeksu Dow Jonesa znajduje się wciąż na plusie w tym Johnson & Johnson, Procter & Gamble oraz Altria (dawny Philip Morris). Są jednak spółki, które w tym samym czasie straciły na wartości 80-90%. Śladem internetowych korporacji poszedł także sektor telekomunikacji. Natomiast nową branżą, która objawiła się po upadku internetowych spółek okazała się biotechnologia. Dziś jej reprezentant - Amgen - stał się czwartą co do wielkości korporacją notowaną na Nasdaq.
Trzy lata bessy zmieniły radykalnie zachowania inwestorów. Rynek ofert pierwotnych praktycznie zamarł. W 2000 r. spółki technologiczne gorączkowo zabiegały o wejście na giełdę. Debiuty na Nasdaq dawały niemal natychmiast kilkakrotne przebicie. Pomagali w tym - jak się później okazało - także analitycy wielkich banków inwestycyjnych, którzy umiejętnie podsycali popyt na papiery tych firm. W ramach porozumienia z władzami federalnymi mają teraz zapłacić 1,5 mld USD kary, ale straty inwestorów były i tak wielokrotnie wyższe. Lawina spraw z powództwa cywilnego przeciwko maklerom to kolejna "strata" po hossie w branży high--tech.