Wreszcie powody do zadowolenia mają posiadacze walorów spółek najpłynniejszych i o największej kapitalizacji. 3,5-proc. wzrostu wartości WIG20 dawno nie obserwowaliśmy. Po raz ostatni tak zdecydowanie poczynały sobie byki na początku stycznia tego roku. Tak silna zwyżka zmienia nieco sytuację na głównym parkiecie w perspektywie krótkoterminowej. Dzięki niej została przełamana opadająca linia trendu, oparta o wierzchołki z 3 i 17 lutego br. Jednocześnie popytowi udało się pokonać krótkoterminową średnią kroczącą. To kolejny objaw siły strony popytowej. Oscylatory i wskaźniki dostarczają kolejnego argumentu, że poniedziałkowa aktywność kupujących nie jest tylko jednorazowym atakiem, lecz zapowiada poprawę koniunktury w perspektywie najbliższych kilku sesji. CCI, oscylator stochastyczny, Ultimate i MACD wygenerowały sygnały akumulowania krajowych blue chipów. Taka jednomyślność rzadko się zdarza. Potwierdza to tylko zapał byków do dalszego kupowania.
Niestety, na drodze ku dalszym wzrostom stoją dwie średnie kroczące: średnioterminowa i długoterminowa. Tworzą one dość wąską strefę oporu, znajdującą się obecnie na poziomie 1120-1140 pkt. Po ich pokonaniu należy oczekiwać umacniania się wpływów popytu. Zachowanie polskiego rynku akcji w obliczu sytuacji międzynarodowej jest dość ciekawe. Na świecie ceny akcji spadają lub w najlepszym razie nie zmieniają się. Pewnym wytłumaczeniem takiego zachowania się może być transfer ponad 400 mln złotych z ZUS do funduszy emerytalnych. Około 25% tych pieniędzy OFE mogły ulokować w akcje. To raczej zbyt mało, aby dać impuls do trwałej fali wzrostów na warszawskim parkiecie. Argument ten daje się obronić w perspektywie poniedziałkowej sesji. Co będzie jednak dalej?
Mimo przekonywających sygnałów ze strony analizy technicznej trudno jednak uwierzyć, że giełda warszawska będzie kształtować swój niepowtarzalny wobec innych rynków, zwłaszcza regionu środkowoeuropejskiego, trend. Wojna w Zatoce o krok, lepiej zatem nie dokonywać zdecydowanych zakupów polskich akcji.