W poniedziałek przed południem rynki ropy naftowej i złota dość gwałtownie zareagowały na weekendowe pogróżki Colina Powella. W programie tv "Meet the Press" powiedział on, że: Prawdopodobieństwo wojny z Irakiem szybko rośnie. W rezultacie cena ropy na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie wzrosła do poziomu najwyższego od 30 miesięcy. O godz. 12.28 tamtejszego czasu baryłka gatunku Brent z Morza Północnego w dostawach na kwiecień kosztowała 34,79 USD, wobec 34,10 USD na piątkowym zamknięciu, czyli zdrożała o ponad 2%. O tak znacznej zwyżce przesądziły obawy, że wojna na Bliskim Wschodzie zakłóci dostawy z rejonu kluczowego dla tego surowca. Jednak później nastroje na rynku uspokoiły się. Miała na to pewien wpływ deklaracja premiera Blaira o gotowości złagodzenia ultimatum wobec Iraku w projekcje rezolucji przedłożonym Radzie Bezpieczeństwa przez USA, Wielką Brytanię i Hiszpanię. O wstrzymaniu gorączkowych zakupów zdecydowały przede wszystkim kolejne zapewnienia przedstawicieli OPEC, że nawet w czasie wojny ropy naftowej na rynku nie zabraknie. Minister ds. paliw Wenezueli zapowiedział też, że w razie wybuchu wojny w Iraku, OPEC będzie zapobiegał nadmiernemu wzrostowi cen ropy, czyli zwiększy wydobycie. Po południu baryłka ropy staniała do 34,01 USD.
Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono po południu 1676 USD, a więc o 4 USD mniej niż na piątkowym zamknięciu.
Groźba wojny i słabe dane makroekonomiczne przyczyniają się też do spadku kursu dolara, a to powoduje wzrost ceny złota, ustalanej w amerykańskiej walucie. Po południu za uncję złota płacono na londyńskiej giełdzie 354,10 USD, wobec 350,75 USD w piątek.