Wczoraj rano dolar kosztował 3,9526 zł, a euro 4,3615 zł. Oznaczało to, że złoty był nieco słabszy wobec dolara niż w poniedziałek wieczorem, ale zyskał wobec euro. Takie otwarcie dawało nadzieję na stabilizację kursu, jednak szybko okazało się, że nasza waluta zaczęła tracić.
- Widać było wyraźnie kilku klientów zagranicznych, którzy sprzedawali złotego i kupowali walutę - powiedział Andrzej Wasilewski, dealer PKO BP. - Jednak ich zlecenia spotkały się z dużą ofertą banków krajowych, które kupowały złotego, i wydawało się, że da się utrzymać równowagę, ale ostatecznie złoty stracił.
Po południu dolar kosztował już 3,965 zł, a euro 4,3740 zł. Około godziny 16.00 doszło do osłabienia złotego po tym, jak pojawiły się pogłoski o dymisji ministra finansów Grzegorza Kołodki. Potem złoty jednak odrobił straty.
- Powody spadku wartości złotego były takie same jak poprzednio - obawy o destabilizację polityczną, brak zaufania do rządu oraz do programu naprawy finansów publicznych - powiedział A. Wasilewski. - W krótkim terminie złoty mógłby zyskać jedynie dzięki realizacji zysków - dodał.
Jednak - zdaniem analityków - w dłuższym terminie złoty powinien zacząć zyskiwać na wartości. Jak wynika z ankiety Reutersa, pod koniec roku za dolara trzeba będzie zapłacić od 3,5 zł do 3,95 zł, a średnia prognoz wynosi 3,815 zł. Nasza waluta ma także wzmocnić się wobec euro - prognozy analityków wahają się od 3,93 zł do 4,31 zł, co daje średnią na poziomie 4,147 zł.