W ciągu ostatnich dwóch lat Ford miał łączną stratę w wysokości 6,43 mld USD. Na bieżący rok spółka zapowiedziała wprawdzie osiągnięcie zysku, ale inwestorzy bardzo sceptycznie odnoszą się do tej prognozy, wskazując na spadającą sprzedaż samochodów czy konieczność udzielania przez spółkę rabatów dla klientów. Ich zdaniem, Ford prawdopodobnie w tym miesiącu poinformuje o spadku sprzedaży, a wybuch wojny w Iraku może jeszcze pogorszyć jego sytuację. Według ostatniego raportu, przygotowanego przez bank inwestycyjny Goldman Sachs, w tym miesiącu sprzedaż samochodów na rynku amerykańskim zmniejszy się 7,8%, do 15,4 mln sztuk. Zdaniem analityka banku Gary Lapidusa, spadek ten będzie w dużym stopniu udziałem właśnie Forda.
- Wydaje się, że inwestorzy w przypadku Forda postanowili się już poddać i rzucają przysłowiowy ręcznik - powiedział Bloombergowi Lynn Yturri z funduszu Banc One Investment Advisors, który pozbył się 100 tys. akcji Forda w grudniu ub.r. Jego zdaniem, zapowiedzi szefa koncernu - Williama Claya Forda Jr. o osiągnięciu już w 2005 r. rocznego zysku brutto na poziomie 7 mld USD, można włożyć między bajki. Jeśli chodzi o bieżący rok, oficjalna prognoza Forda zakłada zysk na akcję w wysokości 70 centów. Tymczasem, według analityków ankietowanych przez firmę Thomson Financial, może on wynieść najwyżej 50 centów.
Pojawiają się nawet głosy, że Ford znajduje się na krawędzi upadku. - Gwałtowna przecena akcji spółki, które w ciągu roku staniały aż o 62%, oraz spadek wartości jej obligacji to klarowny sygnał, że Ford może zbankrutować - twierdzi Scott Colbert z Commerce Bank w St. Louis. Wskazuje tu na notowania 10-letnich obligacji Forda, których rentowność wynosi teraz 8,3%, wobec 3,6% dla amerykańskich papierów rządowych o tym samym terminie wykupu. Choć zarówno Moody`s, jak i Standard & Poor`s wciąż oceniają obligacje Forda o 3,2 pkt powyżej poziomu śmieciowego, to wycena tych papierów pokazuje, że w praktyce inwestorzy traktują je dokładnie tak samo jak tzw. junk bonds, czyli obligacje śmieciowe.