Środowe sesje na giełdach nowojorskich rozpoczęły się od kolejnych spadków, choć ich skala była umiarkowana. Brakowało czynników fundamentalnych, które mogłyby zachęcić inwestorów do kupowania akcji, więc wciąż na pierwszy plan wysuwały się obawy związane z coraz bliższą perspektywą wybuchu wojny w Iraku. Wśród nielicznych informacji ze spółek na uwagę zasługiwał pozytywny sygnał, który nadszedł z koncernu Whirlpool, największego w USA producenta sprzętu AGD. Poinformował on, że jest na dobrej drodze, by zrealizować prognozy wyników na 2003 r. Akcje spółki wzrosły w pierwszej połowie sesji o 2%. Optymistyczne wieści nadeszły też z Intela, światowego lidera w produkcji mikroprocesorów. Zarząd spółki poinformował, że perspektywy na ten rok są niejasne ze względu na niepewną sytuację na scenie politycznej, ale podkreślił, że wyniki powinny być nieco lepsze od zakładanych, dzięki udanemu debiutowi na rynku nowych produktów. Do godz. 18.00 Dow Jones stracił jednak 1,10%, a Nasdaq Composite obniżył się o 1,09%.

Znacznie gorsze nastroje panowały na największych giełdach europejskich. Frankfurcki wskaźnik DAX gwałtownie spada już od tygodnia, a wczoraj do godz. 18.00 stracił kolejne 4,54%. Wczoraj najmocniej taniały papiery koncernu high-tech Siemens i producenta samochodów DaimlerChrysler. Silna wyprzedaż miała też miejsce na giełdzie paryskiej, gdzie CAC-40 obniżył się o 3,62%. Aż o 45% spadły notowania koncernu branży elektromaszynowej Alstom, który zanotował rekordową stratę i w konsekwencji zapowiedział wyprzedaż najważniejszych aktywów. Londyński wskaźnik FT-SE 100 stracił natomiast w środę aż 4,8%, zamykając dzień na najniższym poziomie od 7,5 roku. Banki, koncerny ubezpieczeniowe i fundusze emerytalne - czyli instytucje, które dawniej ciągnęły indeks w górę - sprzedawały wzajemnie swoje akcje, by odzyskane tylko częściowo środki, ulokować w bezpieczniejszych aktywach. Liderem spadków była natomiast spółka Canary Wharf, właściciel biurowców w londyński City, której akcje staniały aż o 25%.