Reklama

A co będzie, jak Unii nie będzie?

Publikacja: 13.03.2003 09:07

To pytanie dręczy mnie już od jakiegoś czasu. Na ulicach coraz więcej Europejczyków, którzy pokazują swoje wdzięki na billboardach, minister Kołodko po cudzych kieszeniach szuka pieniędzy na Europę, a Rada Polityki Pieniężnej już się przymierza do wprowadzenia euro. Tymczasem ja chciałbym wiedzieć, co będzie, jeśli wynik referendum będzie negatywny. Taka możliwość stała się odrobinę nieco bardziej prawdopodobna, gdy panowie ludowcy na pytanie "A może winietkę?", powiedzieli "Nie. Howgh!" i cała z takim wysiłkiem klecona koalicja rozsypała się jak sterta siana.

Oczywiście, oficjalnie nie widać zwątpienia, o ile ktoś nie patrzy na rynek walutowy. Spadek wartości złotego pokazuje, co będzie się działo z naszym pieniądzem, jak wynik będzie na nie. W dół polecą także ceny obligacji skarbowych. W końcu agencje ratingowe, które uważają nas za państwo godne inwestowania, zaznaczają, że ich oceny biorą pod uwagę wejście Polski do Unii Europejskiej. Jak nie wejdziemy, zamiast A Moody`s i Standard&Poor`s zapewne powiedzą B albo C. I dodadzą pewnie z minusik.

Więc dobrze - będziemy mieli załamanie złotego i kursów obligacji, a potem? Co potem? No jasne, do dymisji poda się pan premier Miller, co tylko przyspieszy i tak nieuniknioną agonię tego rządu. Już wcześniej szef Rady Ministrów zapowiadał, że głosowanie przeciw Unii odbierze jako wotum nieufności wobec siebie i swojego zespołu fachowców i odejdzie. Szczerze mówiąc, nie dziwię się, że pan premier nie ma pomysłu na to, co będzie, jak Unii nie będzie. Nawet gdy szansa na członkostwo w UE jest, z pomysłami u niego krucho. Panowie ministrowie - z nielicznymi wyjątkami, które nawet na dwóch palcach można zliczyć - najwyraźniej nie mają koncepcji na Polskę. Możemy sobie pooglądać prężenie muskułów, show medialny i posłuchać kiepskich dowcipów, ale rezultatów nie widać.

A przecież z powodu niewejścia Polski do Unii ludzie nie przestaną potrzebować pracy i pieniędzy. Więc może przydałby się plan B - na wszelki wypadek.

Na pewno będziemy mieli kryzys finansów publicznych - ten bowiem się kroi bez względu na to, czy wejdziemy, czy nie wejdziemy do Unii. NIE w referendum może tylko go przyspieszyć - nie będzie chętnych do kupowania polskich obligacji i finansowania braku wyobraźni kolejnych rządów. Zapewne także system bankowy będzie miał poważne problemy, w końcu to banki najwięcej zainwestowały w papiery skarbowe. Na długu publicznym przejadą się także ci, którzy uwierzyli w slogan "zysk bez ryzyka" i kupili papiery detaliczne. W górę pójdzie też inflacja, w ślad za spadkiem wartości złotego. To wszystko oznaczałoby z jednej strony mniejsze wpływy do budżetu, z drugiej - większe wydatki, bo wszystkie renty, emerytury, zasiłki, zapomogi i cały ten socjalny bagaż powiązany jest z inflacją.

Reklama
Reklama

Oznacza to, że po raz drugi pojawi się konieczność reformy państwa i trzeba się będzie tego podjąć. Trzeba będzie ciąć, ograniczać i redukować, i nie będzie można zwalić na bank centralny, koniunkturę na Zachodzie czy cyklistów. Pytanie tylko, kto to zrobi. I jeśli tylko Polacy nie zaczną wtedy szukać polityków, którzy są specami od cudów gospodarczych, zaklinania rzeczywistości i mocy lamp w solarium, to może nie być tak źle. Jeśli...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama