Reklama

Reforma podatkowa jest tragiczna

Z Bogusławem Grabowskim, członkiem Rady Polityki Pieniężnej, rozmawia Marek Siudaj

Publikacja: 14.03.2003 08:34

W nowej strategii polityki pieniężnej, która ma obowiązywać po 2003 roku, Rada Polityki Pieniężnej stwierdziła, że najbardziej korzystnym rozwiązaniem dla polskiej gospodarki byłoby wejście do strefy euro w najbliższym możliwym terminie, czyli w 2007 roku. Jakie są szanse na wejście w 2007 roku do Eurolandu, zwłaszcza po rozpadzie koalicji rządzącej?

To jest pytanie, jakie są szanse na reformę finansów publicznych, która umożliwiłaby spełnienie kryterium fiskalnego w 2005 r. I to spełnienie w sposób stabilny - a nie tak, że w jednym roku mamy deficyt finansów publicznych na poziomie 2,9%, a w następnym już ponad 4%.

Uważam, że niestety nie ma wielkiej szansy na głęboką reformę finansów publicznych w najbliższych dwóch latach. Uważałem tak, zanim się rozpadła koalicja, i uważam tak teraz. Nie ma szansy, bo nie ma na nią przyzwolenia w prawie całym spektrum politycznym. Tymczasem wymaga ona szerokiego wsparcia, z partiami opozycyjnymi włącznie. Będzie bowiem polegała na głębokiej reformie instytucjonalnej i systemowej w wielu dziedzinach usług socjalnych, w służbie zdrowia, w sposobie finansowania oświaty ze względu na konieczność uruchomienia systemu współfinansowania usług edukacyjnych, zwłaszcza na poziomie wyższym, w reformie zabezpieczeń społecznych, świadczeń chorobowych, i tak dalej....

Czyli ktoś, kto taką reformę zaproponuje, popełni polityczne samobójstwo?

Jeżeli ktoś dochodzi do władzy po to, aby zgodnie ze swoimi poglądami i swoim programem kształtować na lepsze przyszłość gospodarki, kraju i społeczeństwa, to to nie jest samobójstwo, ale sukces. A jeżeli ktoś przychodzi, żeby sobie porządzić przez rok czy dwa, to rzeczywiście, możemy mówić o politycznym samobójstwie. Ale wszystkie przykłady z historii politycznej Polski z ostatnich kilku lat wskazują, że samobójstwem jest niepodejmowanie zmian. A czy ktoś popełni polityczne samobójstwo, doprowadzając do zmian? Na potwierdzenie mamy na razie tylko werbalne analizy i prognozy, bo jeszcze nikt nie dowiódł, że podjęcie reform będzie oznaczać utratę poparcia politycznego.

Reklama
Reklama

Czemu Pan nie spróbował się podjąć wprowadzenia tych zmian. Był taki moment w 2000 roku, gdy mówiono o Panu jako o następcy poprzedniego premiera Jerzego Buzka?

Przeprowadzenie głębokiej, czyli stabilnej i dającej efekty reformy finansów publicznych, może się dokonać tylko przy poparciu znacznego spektrum klasy politycznej. Inaczej ten projekt nie zostanie zrealizowany. A reforma musi być głęboka. Płytka reforma, która daje obniżenie deficytu nie poparte głębokimi zmianami w finansach publicznych, jest niestabilna i przeważnie następuje od niej odwrót. Poza tym, jak pokazuje praktyka światowa, w krótkim okresie daje negatywny impuls dla wzrostu gospodarczego poprzez ograniczenie dynamiki popytu. A my potrzebujemy reformy, która da długookresowe korzyści, a jednocześnie zminimalizuje albo nie da krótkookresowych kosztów, polegających na spowolnieniu wzrostu gospodarki ze względu na niższą dynamikę popytu, bo ten wzrost jest już niski.

A stwierdzenie: "mógł się pan podjąć...". Przecież każdy, kto wówczas obserwował scenę polityczną, widział, że nie było najmniejszych szans na realizację jakiegokolwiek racjonalnego projektu reform. No to po co?

Reforma finansów publicznych w dużym stopniu opierałaby się na cięciach wydatków socjalnych. Czy jest możliwe, aby jednocześnie obniżyć wydatki, zredukować deficyt i nie zapłacić za to niższym tempem wzrostu?

Tak. Jest to możliwe. Musi to być jednak wsparte wieloma innymi działaniami. Na przykład przy obniżeniu wydatków na zabezpieczenie społeczne, konieczne jest uelastycznienie rynku pracy, przyspieszenie prywatyzacji, restrukturyzacji i odbiurokratyzowania gospodarki. Cięcia w wydatkach socjalnych muszą być też wsparte obniżeniem narzutów na wynagrodzenia albo zmniejszeniem fiskalizmu. Inaczej uruchamia się mechanizm mniejszego zabezpieczenia socjalnego przy dużym bezrobociu i zablokowanym mechanizmie tworzTo, co przedstawił minister Kołodko, to szczątkowe działania, które nie spełniają kryteriów głębokiej reformy finansów publicznych. Wprawdzie reforma ministra Kołodki zapewne nie przyniesie spowolnienia wzrostu, ale i nie da też impulsu do przyspieszenia rozwoju gospodarki.

Czy, z punktu widzenia Rady Polityki Pieniężnej, ma znaczenie fakt, że dziura budżetowa zostanie załatana poprzez wzrost podatków, a nie redukcję wydatków?

Reklama
Reklama

Dla stabilności cen w krótkim okresie to, jaka jest polityka fiskalna i strukturalna, ma niewielkie znaczenie. Widać gołym okiem, że przy wstrzymaniu prywatyzacji, przy dużym stopniu zmonopolizowania i nieefektywności rynków, przy złej polityce fiskalnej i złym systemie podatkowym można sprowadzić inflację prawie do zera. Tylko proszę spojrzeć, jaki jest wzrost gospodarczy? O tempie wzrostu decyduje właśnie polityka w zakresie finansów publicznych i systemu podatkowego oraz polityka strukturalna, dotycząca prywatyzacji i funkcjonowania rynków. A ponieważ w Polsce, przy braku wiedzy ekonomicznej, tak się utarło, że to bank centralny jest odpowiedzialny za wzrost gospodarczy i bezrobocie, to milej by nam było prowadzić politykę pieniężną przy wyższym wzroście gospodarczym.

Jednak jeśli polityka fiskalna będzie zła w długim okresie, to polityka pieniężna będzie miała bardzo poważne problemy z utrwaleniem stabilności cen.

A jak Pan ocenia reformę podatkową ministra Kołodki - o ile można to nazwać reformą?

Zamierzenia podatkowe idą w zupełnie innym kierunku niż oczekiwałem. Na czym powinna polegać reforma systemu podatkowego w Polsce? Po pierwsze - na upowszechnieniu podatku dochodowego i rozciągnięciu go na te podmioty i źródła dochodów, które teraz nie są nim objęte. W propozycjach ministra Kołodki jest wprawdzie mowa o likwidacji ulg i zwolnień, ale nie wspomina się o rozszerzeniu podatku dochodowego na znaczną cześć podmiotów - na przykład na rolników wysokotowarowych. Po drugie - konieczne jest uproszczenie systemu, a to umożliwia zawarta w projekcie likwidacja ulg, zwolnień i wyłączeń. Po trzecie - konieczne jest obniżenie obciążeń z jednoczesnym ograniczeniem progresywności tego podatku. Musi to dotyczyć przede wszystkim podmiotów gospodarczych, gdyż one większą część nadwyżki finansowej przeznaczają na inwestycje, oraz osób bardziej zamożnych, które mają większą skłonność do oszczędzania - a oszczędności to inwestycje - czyli objętych najwyższymi stawkami. U nas progresja podatkowa jest jedną z najwyższych w Europie. Denerwuje mnie, gdy mówi się, że są kraje, gdzie są wyższe stawki podakowe niż nasze 30 czy 40%. To są brednie. Proszę mi pokazać kraj w Europie Zachodniej, w którym podatnik płaci więcej niż 40% od dochodów przekraczających 1200 USD miesięcznie.

Poza tym konieczne jest zmniejszenie obciążeń, i to nie tylko podatkowych, ale również obniżenie narzutów na pracę w postaci składek na ubezpieczenie, np. emerytalne czy chorobowe, dla osób bezrobotnych, które podejmują pracę. Obecnie bowiem taka osoba przechodzi z zasiłku w wysokości ponad 400 zł na minimalne wynagrodzenie, nie przekraczające 800 zł. Mamy więc niby dwukrotny wzrost nominalny, ale minimalna płaca jest obciążona składkami na ZUS i podatkiem. W rezultacie wzrost dochodów jest znacznie mniejszy. Zmniejszenie obciążeń ludzi najmniej zarabiających dałoby silniejszą motywację do podejmowania pracy i zmniejszyłoby koszty zatrudniania tych ludzi, tym samym zmniejszyłoby bezrobocie.

A co widzimy w propozycjach podatkowych ministra Kołodki? Zmniejszenie obciążeń tylko tej grupy, która ma niską skłonność do oszczędzania, a więc nie inwestuje. Rosną za to obciążenia lepiej zarabiających, wśród których są także podmioty gospodarcze, rozliczające się w ramach PIT. Nie zmniejszają się też obciążenia firm, płacących podatek od przedsiębiorstw. Wprawdzie docelowo stawka CIT spada do 24%, ale w zamian za likwidację wszelkich ulg i zwolnień. W jednym z wariantów jest wprawdzie obniżenie do zera podatku dla najmniej zarabiających, ale w pozostałych przypadkach mówi się o likwidacji kwoty wolnej od podatku, czyli o zwiększeniu fiskalizmu wobec najmniej zarabiających. Tak naprawdę ta reforma podatkowa jest tragiczna.

Reklama
Reklama

Czy jakakolwiek reforma podatkowa może dać impuls prowzrostowy, jeśli będzie neutralna dla budżetu, czyli nie będzie się wiązała z redukcją obciążeń?

Dobra reforma podatkowa powinna łączyć się ze zmniejszeniem skali obciążeń, co może - w przewidywalnym terminie, przy obecnym trendzie - wiązać się ze spadkiem wpływów do budżetu. Jednak tego spadku może wcale nie być. Przy właściwej reformie podatkowej gospodarka powinna przyspieszyć, powinna się poprawić sytuacja finansowa przedsiębiorstw oraz konsumentów, co oznacza wzrost bazy podatkowej. I wtedy okazuje się, że dynamika dochodów podatkowych jest na tyle duża, że nie ma strat budżetu z tytułu reformy podatkowej. Tak było w USA po reformie fiskalnej, przeprowadzonej tam na początku lat dziewięćdziesiątych.

Jednym z elementów proponowanej reformy podatkowej jest opodatkowanie zysków kapitałowych, w tym również giełdy? Czy to jest dobry pomysł, biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku i w gospodarce?

To jest bardzo zły pomysł - służący znalezieniu doraźnych wpływów do budżetu. Bardzo złym pomysłem było wprowadzenie podatku od dochodów z lokat bankowych, tego słynnego podatku Belki, w okresie kiedy generowanie oszczędności krajowych stanowi fundament dla wzrostu gospodarczego. Nawet w sytuacji, gdy gospodarka jest wiarygodna na zewnątrz i napływa dużo bezpośrednich inwestycji i inwestycji portfelowych, a więc kapitał jest importowany, występuje silna korelacja między dynamiką inwestycji a dynamiką oszczędności krajowych. Rozbieżność między poziomem inwestycji i poziomem oszczędności krajowych grozi destabilizacją makroekonomiczną.

Krótko mówiąc, jak najdłużej w czasie powinniśmy odkładać decyzje o opodatkowaniu dochodów, które powstają z wcześniejszych decyzji o oszczędzaniu. To powinno dotyczyć zarówno giełdy, jak i innych form oszczędzania. Taką postawę powinna Polska reprezentować, będąc już w Unii Europejskiej i negocjując wspólną politykę podatkową. A jeżeli mamy już wprowadzać te standardy, to na minimalnym poziomie.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama