Redukcje zatrudnienia i inne plany poprawy sytuacji w tym najważniejszym oddziale Philipsa mają dać roczne oszczędności rzędu 200 mln euro - poinformowała spółka w komunikacie. Zostaną zamknięte fabryki w San Antonio w Teksasie i w Albuquerque w stanie Nowy Meksyk.
Prezes Philipsa Gerard Kleisterlee konsekwentnie przenosi produkcję do krajów o niższych kosztach pracy, a od czasu objęcia tego stanowiska w 2001 r. zwolnił ponad jedną piątą zatrudnionych w holenderskiej spółce. W wywiadzie udzielonym na odbywających się właśnie targach technologicznych w Niemczech prezes Kleisterlee określił tegoroczne perspektywy rozwoju rynku mikroprocesorów jako słabe. - Jest oczywiste, że koniunktura w tej branży jeszcze nie poprawia się. Kleisterlee dowodzi, że nie ma zamiaru czekać na rynkowe ożywienie i dostosowuje działalność spółki do tego, co jest - powiedział agencji Bloomberga Krijn Moens, zarządzający aktywami w amsterdamskiej firmie Eureffekt BV. Dodał, że nie zamierza kupować akcji Philipsa, dopóki nie będzie wyraźnych oznak poprawy na rynku.
Inni inwestorzy nie chcieli wczoraj czekać tak długo i po opublikowaniu wspomnianego komunikatu kurs papierów spółki wzrósł aż o 5,9%.
Zamknięcie fabryk w USA będzie kosztowało ok. 200 mln euro i koszty te spółka rozłoży na trzy pierwsze kwartały br. Strata Philipsa w IV kwartale ub.r. zwiększyła się do 1,53 mld euro, z 1,06 mld euro w takim samym okresie poprzedniego roku. Przyczyną były odpisy od wartości udziałów we francuskiej spółce komputerowej kupionej w czasie technologicznej hossy.