Wiele się ostatnio pisze na temat propozycji zaniechania, począwszy od przyszłego roku, zwolnienia z podatku od zysków kapitałowych. Śledzę tę dyskusję jako wieloletni pracownik biura maklerskiego, zainteresowany rozwojem giełdy i rynku kapitałowego. Pojawia się w niej sporo głosów uzasadniających zły wpływ decyzji ministra finansów na przyszłość tego rynku. Niestety, żaden z nich nie trafia w sedno.
Najważniejszą, bo podstawową cechą pozwalającą funkcjonować każdej giełdzie jest płynność notowanych na niej papierów. Bez tysięcy drobnych inwestorów, składających codziennie tysiące zleceń, rynek byłby martwy. U każdego inwestora w trakcie podejmowania decyzji inwestycyjnej pojawia się pytanie o płynność. Nawet jeśli ktoś kupuje akcje, licząc na wysoką dywidendę i w ten sposób oczekuje zysku z inwestycji - bierze także pod uwagę możliwość szybkiej sprzedaży z powodu nieprzewidzianych okoliczności. Jeśli nie ma takiej możliwości - inwestycja obarczona jest dodatkowym ryzykiem (ryzyko płynności). Ryzyko to może być bardzo duże - w skrajnym przypadku, jeśli nie ma chętnych na odkupienie, traci się przecież całą włożoną kwotę. Bez płynności nie ma co marzyć, aby jakiś większy kapitał zainteresował się danym rynkiem.
Na naszej giełdzie jest jeszcze kilkanaście tysięcy drobnych inwestorów. (...) Notowanych jest przeszło 200 spółek. Ponad połowa z nich nie jest płynna. (...) Całość obrotu, i co za tym idzie aktywności inwestorów, skupiła się stopniowo na 20-40 walorach. Giełda podejmuje rozpaczliwe kroki w celu zwiększenia obrotu. Polegają one jednak na wprowadzaniu nowych instrumentów, co jest działaniem nieskutecznym, bo nowe kontrakty prawdopodobnie w ogóle nie rozwiną się z powodu właśnie braku płynności w chwili ich startu. A jeżeli nawet instrumenty te przyjmą się, ale nie przyciągną nowego kapitału - nastąpi wręcz pogorszenie się płynności już notowanych papierów, rynek bardziej się rozwodni.
Dobrym przykładem jest giełda w Pradze. W ubiegłym roku ostatnie zagraniczne biura maklerskie zamknęły tam oddziały z powodu spadku płynności. Dochodzi tam do zaledwie kilkunastu transakcji dziennie - głównie pomiędzy bankami. Jeszcze gorzej jest w Bratysławie, gdzie praktycznie nic się nie obraca. Giełdę można by zamknąć i nikt by nawet nie zauważył.
Minister Grzegorz Kołodko powiedział w radiowym wywiadzie, że podatek uderzy w rekiny giełdowe. Nic podobnego. (...) Znam osobiście tylko jednego rekina giełdowego. Ma on firmę zarejestrowaną na Kajmanach i założę się, że żadnego podatku nie zapłaci. Podatek uderzy w rzesze wycieńczonych drobnych inwestorów, spośród których zaledwie kilka procent zarobiło w ostatnich latach. Podatek będzie, niestety, gwoździem do trumny dla rynku. Wśród tych, którzy jeszcze inwestują, coraz częściej słyszy się głosy zainteresowania rynkami zagranicznymi. Polski rynek umiera i bez podatku.