Ropa naftowa zaczęła wczoraj drożeć w ciągu dnia, gdyż wybuch wojny w Iraku wydaje się coraz bliższy. Na otwarciu notowań na londyńskiej giełdzie paliwowej cena baryłki ropy spadła jednak o 1,30 USD, wobec piątkowego zamknięcia, czyli o ponad 4%. Okazało się, że fundusze hedgingowe sprzedawały kontrakty, zakładając, że wojna nie podniesie cen ropy na poziom o wiele wyższy od obecnego. Zdaniem analityków, uczestnicy rynku naftowego wydają się zgodni co do tego, że wojna będzie bardzo krótka i nie spowoduje większych zniszczeń irackich pól naftowych ani nie zakłóci dostaw z rejonu Bliskiego Wschodu. Sama groźba wojny nie robi już wrażenia i w rezultacie na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie baryłka gatunku Brent z Morza Północnego w dostawach na maj kosztowała 29,23 USD, wobec 31,38 USD na piątkowym zamknięciu.
Cena złota znowu zaczęła rosnąć po znacznych spadkach z połowy ubiegłego tygodnia, wczoraj bowiem wojna z Irakiem była już niemal pewna i wszyscy czekali jedynie na przemówienie prezydenta Busha, zawierające ultimatum wobec Saddama Husajna. Uncja złota na południowym fixingu w Londynie kosztowała 342,3 USD, wobec 335,2 w piątek. Ponownie zwiększył się zatem udział tzw. premii wojennej w cenie złota, uchodzącego za bezpieczną lokatę. I na tym rynku panuje jednak przekonanie, że wojna zakończy się "szybkim, wyraźnym, chirurgicznym" zwycięstwem. Stąd cena złota nawet nie zbliża się do 850 USD. A tyle kosztowała uncja tego kruszcu po rewolucji islamskiej w Iranie i po wkroczeniu ZSRR do Afganistanu.
Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono po południu 1657 USD, a więc o 5 USD mniej niż na piątkowym zamknięciu.